Obudziłam się następnego dnia.
Wstałam , a ten sam człowiek , co wczoraj nie oporządzał , wsypał mi paszę
i wodę.Był jakiś dziwny dzień.Wrzawa nie dawała mi spokoju.
Spytałam konia w boksie na przeciwko mnie.
-Dlaczego jest taka wrzawa??
-To ty nie wiesz?
-Nie , przyjechałam dopiero wczoraj..
-Wielki wyścig crossem , ustawiają już przeszkody , będzie można tam ćwiczyć.
-O , fajnie!-powiedziałam .-chciałam podejść do wiadra z wodą , i nagle poczółam straszne ukłucie...-Ałaja!
-Co ci się stało , Chica?
-Nie wiem , boli mnie kopyto , i cała noga...
Do tego konia podszedł jakiś męszczyzna , wyczyścił i osiodłał.
-Zobaczymy się na torze podczas treningu , czesć!
Do mnie podeszła Kasia.
Pogłaskała , w ręku miała ciepłą herbatę.
Chciałam ją powąchać , a ona powiedziała:
-Chcesz spróbować?Nie jest gorąca , pij śmiało!
Spróbowałam.Próbowałam powiedzieć ,,Nawet niezłe''
ale jak zwykle z ust wyszło ,,Ihhahaha''
-Okey , plan dnia: oczyszczę cię , osiodłam i musimy trenować crossa!
chciałam powiedzieć ,,Hurra!!'' ale wyszło,,Ihahaha''
Potem moja właścicielka delikatnie mnie wyczyściłą , pogłaskała ,
i osiodłała.Dała mi sygnał,,ruszaj''
Poszliśmy na trening , po torze jaki będzie na zawdach.
-Teraz zrobimy trening grupowy.,,Wyścig crossem''
Tor ma 4 km , biegnie wzdłórz lasu , a niekiedy w jego środku.
Wszystkie konie mają ochraniacze?
Na to wszyscy odpowiedzieli tak.
Nagle ktoś ostro zagwizdał , i pani dała sygnał: ,,Cwałuj''
Biegłam ile sił , podobało mi się!
Kiedy zobaczyłam przeszkodę kazała skakać.
-Auułl!-chciałam powiedzieć , ale wiecie co mi wyszło....zwykłe ,,Ihahah'
Znowu ta holerna noga!
Byliśmy już w połowie , kiedy znów poczułam przeszywający ból...
-Największa przeszkoda , dajesz mała!-krzyknęła moja dżokejka.
Co robić?Skoczyć?-Ten ból może spowodować wypadek , zatrzymać się?
Tak!Zwolniłam go kłusa , mimo palcatu.
Kasia zsiadła.Pokaż mi nogę.Podniosła ją.
-Masz jakiś skurcz , moja mała.No nic , szczerze-zawiodłam się trochę , ale to nic.Dasz radę dojechać do domu?Pewnie nie.
Zadzwonie do Austina , znajomego , żeby przyjechał z przyczepą.
,,Nie...zawiodłam moją panią, ona mnie karmi , wyżywia , dba , kocha...
co tam moja noga , kocham ją , dam radę''
pomyślałam , i zaczęłam cwałować.Czułam , że Kasia ledwo utrzymuje się na siodle.Zbliżała się ta największa przeszkoda.
-Nie!Chica , nie rób tego!-zawołała dziewczyna na grzbiecie.
Wybiłam się , na szczęście , to przednia noga mnie bolała.
Za nami było 3-4 zawodników.Wybiłam się , i kiedy miałam przednimi nogami zakończyć skok-Ból , okropny ból , słyszałam trzask , krzyk upadającej dżokejki , hamowanie kopyt koni , dzwonienie innych zawodników , sygnał karetki..czułam ból i strach.
Leżałam nieruchomo obok przeszkody .2 metry dalej leżała moja dżokejka
Nie ruszała się.Miała całą czerwoną twarz , a ja brzuchem przygniatałam jej nogę.Obejrzałam się w tył , wszystkie poprzeczki zawalone.
Jacyś ludzie (lekarze) podnieśli moą panią , i powiedzieli:
-Mamy szansę 1/10 , że ją uratujemy.Ma zmiażdżaoną nogę , i wstrząs mózgu .
,,To przeze mnie''-myślałam.I łza spłynęła po moim pysku...
Karetka szybko odjechała a ja chciałam powiedzieć ,,Przepraszam , wybacz mi , proszę , nie zabierajci mi jej!'' ale wyszło ,,Mhaihihihih''
I to bardzo ciche......
Natychmiast mie terz zabrali , po 9 godzinach , powiedzieli , że niemogę wstawać przez 3 miesiąc , ścięgna muszą się zrosnąć.I , ż ena pewno nikt mnie nie dosiądzie...
,,Co ja zrobiłam?Nawet nie wim , czy Kasia żyje...błagam, wiatronogi boże , ocal Kasię , ja mogę się poświęcić za nią.....''
Po 3 miesiącach lekarz powiedział:
-Musi zostać uspana-powiedział do jakiegoś cienia...
-Nie!Panie , łoboże , pomyśl żeś logicznie?Lepij na rzeź!
Nagle weszła 3 osoba
-Nigdy!To moja klacz , i ja będę o niej decydowała!
To głos kasi-rozpoznałam go....
-Daj mi jeszcze 1 dzień!
-Po co ci on?
-Muszę...się...z ..nią...pożegnać...
,,To mój koniec.....ale dziękuje ci wiatronogi boże , że ocaliłeś Kasię....w sumie został mi jeszcze jeden dzień....na pewno będzie świetny , bo spędzony z Kasią,, cicho modliłam się za Konia-Boga...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz