sobota, 17 maja 2014

od Faint

- To Secretariat jest ojcem..
- Jak to?
- Normalnie..
- Och Faint..
Tiff złapała Moh i wyszła. Za chwilę przyszła z Secretariatem.
- Faint!
- Sec..
- Co się stało?
- Jestem w ciąży..
- Z kim? Kto jest ojcem?
- Ty..
- Ja?
- Tak..
Rozmawiałam z nim jeszcze chwilę, a potem Tiff wyszła także z nim. Już nie wróciła. Zmęczona zasnęłam, następnego dnia weterynarz przez chwilę mnie badał. Zadzwonił i zapakował mnie do przyczepy.
- Wracasz do domu malutka. Uważaj na siebie. Jego pracownik wsiadł do auta i za chwilę już jechaliśmy. Zdrzemnęłam się. Obudziło mnie uderzenie. Rampa otworzyła się za moimi nogami i przechyliła się w bok, wyleciałam i usłyszałam konia.
- Uciekaj stąd Faint!
To Sonato. Kopnął mnie i upadłam. Ciężko oddychałam. Usłyszałam walenie w drzwi od boksu i za chwilę usłyszałam Secretariata. Sonato jeszcze raz próbował mnie kopnąć. Tym razem nie trafił we mnie. Secretariat mnie osłonił.
- Sonato! Co ty wyprawiasz?!
- Zejdź mi z drogi!
- Ona jest w ciąży! Ty idioto!
- Idź stąd!
- Nie! To ty stąd idź. Ogarnij się! Ona przez ciebie może umrzeć!
Oddychałam coraz ciężej. Stajenni zaczęli odciągać Sonato, ale on uparcie im się wyrywał. W końcu zaciągnęli go na pastwisko i tam zamknęli.
- Faint.. Nic ci nie jest
Nie miałam siły by odpowiedzieć. Zamknęłam oczy.
- Nie! Faint! Zostawcie mnie!
Zaczął się oddalać. Usłyszałam zamknięcie od boksu. Już go przy mnie nie było. Słyszałam jak kilka osób niespokojnie rozmawia obok mnie, a Sonato dalej dziczał..

<Sonato?>

wtorek, 13 maja 2014

od Mohylew - CD Secretariara

- Faint już dawno mi powiedziała.. Wszystko.
- Jakie wszystko?
- O ciąży i o wszystkim.. Zwierzała mi się ze wszystkiego.
- I co ci mówiła?
- Wiele rzeczy. Dowiedziałam się dzięki temu, że jestem jej daleką ciocią, oraz kto jest ojcem jej dziecka..
- Kto?
- Nie wiem dokładnie, to wyjdzie po testach... Wiem tylko kilka rzeczy..
- Mów!
- Przepraszam.. Nie mogę. Obiecałam jej że ona dowie się pierwsza.. Wybacz..
- Moh proszę cię..
Pokiwałam przecząco głową i odeszłam.. Ogier jeszcze chwilę stał i patrzył na mnie z nadzieją. Nie mogłam mu powiedzieć. Niebawem Tiffany ściągnęła mnie z pastwiska, osiodłała i zaprowadziła na halę. Ciągle milczała. Sesja treningowa trwała tylko 25 minut. Tif znów po rozsiodłaniu puściła mnie na pastwisko. Była przygnębiona.. Przytuliłam się do niej, a ona odepchnęła mnie i poszła do stajni. Chwilę później wszystkie konie wróciły na noc do stajni. Faint miała boks pomiędzy mną i Secretariatem. Teraz był to jedynie pusty boks, pozbawiony siana, słomy i owsa. Cały wyczyścili. Sec patrzył na mnie z nadzieją. Nie mogłam mu powiedzieć.. Chwilę później zasnęłam. Z samego rana przyszła Tiffany i osiodłała mnie. O dziwo stajenny trzymał Secretariata. Tif wsiadła na mnie, po czym chwyciła uwiąz Secretariata i ruszyliśmy przez las w stronę miasta. Sec czuł się nieco upokorzony, że to on szedł uwiązany, a na ja dumnie szłam z Tif na grzbiecie. Byliśmy już na obrzeżach miasta, Sec niechętnie szedł za mną. Doszliśmy do jakiegoś budynku i poszliśmy na jego tyły. Tam Tiff zsiadła ze mnie po czym mnie rozsiodłała. Podwórko nie było za duże, ale i tak z chęcią skubaliśmy trawę. Tif znikała gdzieś w budynku. Nie trwało to za długo. Gdy wróciła, złapała mnie za kantar i wprowadziła do pomieszczenia, którego ściany, podłoga i sufit były z białych i śliskich płytek. Na środku odgrodzony kwadrat, a w nim miękkie podłoże. A na nim.. Koń?! Faint!
- Faint, to ty?
- Och, Mohylew, jesteś..
- Tak to ja. Jak się czujesz?
- Słabo..
- Wiesz coś już o ciąży?
- Nie ma tu Secretariata?
- Jest na dworze.


<Faint?>

sobota, 10 maja 2014

od Sonato

Już długo stałem przy jednym stogu siana. Nagle zachciało mi się biegać i jak na ogiera przystało brykanie i cwał na pastwisku wydawał się nie mieć końca.
Czasem stawałem i rżałem na innego konia. Chwilowo była nim Richa i Pearl stojące obok. Pan Grzegorz niedawno postawił jeszcze jeden rząd słupków jakby zachciało mi się uciekać. Zerwałem się. Postanowiłem pobić rekord. Koło mojego pastwiska wyszedł stajenny. Taa była niby pora zchągania koni ale tego dziwaka nie znałem.
Otworzył bramkę. Widać że na coś czekał. Aż sam wyjdę? Że hmm? No dobra idę. Poszedłem powoli w jego strone. Może nie skapnie się że właśnie pozbawia stajnię konia. Nagle jakiś koń wybiegł zza mnie cwałem którego ja chyba nigdy bym nie osiągnął. Karuzo. Wybiegł za bramkę i wparował do swojego boksu. Brama się zatrzasła a ja sam na paswisku stałem jak ogłupiały. Stajenny uczynił podobnie z resztą koni. Richa i Pearl wyszły stępem na spokojnie. Czemu ja muszę zostać sam. Zacząłem brykać. Skakałem wysoko i szybko. Rżałem przy tym dziko. Już nawet głupi uznał by że trzeba takiego ogiera oswobodzić bo będzie ze wszystkimi bardzo źle.
Stajenni podeszli do mnie i szybkim ruchem złapali na liny. Wyszli powoli z pastwiska. Zerwałem się. Pocwałowałem do stajni. Rozpędziłem się. Wbiegłem do pierwszego lepszego boksu. Na przeciwko mnie stała Richa.
-Spadaj Richo! Bo będzie źle i z tobą i z twoim boksem! - zarżałem i stanąłem dęba
Kopnąłem z całej siły Richę. Zarżała smętnie i oddała mi tym swoim małym kopytkiem. Krezus który stał obok zarżał czując moją obecność. Już raz ode mnie dostał i raczej nie chce tego powtarzać.
-Richa! - zarżałem dając głupiej klaczy do zrozumienia żeby się wynosiła ale ona nic kopała i kopała
Stajenni szybko przybiegli żucając na moją szyję liny. Kontem oka zauważyłam moją panią i pana którzy biegli do mnie szybko. Przyjechali. Zuza wzięła bat i weszła mi do boksu. Stanąłem dęba aby jej udowodnić że nic z tego. Zamachnąłem się kopytem na Richę ale nie trafiłem. Walłem za to co innego. Zuzanna?! Czemu leży? Zarżałem panicznie. Stanąłem dęba i ugryzłem Richę. Ona uciekła wolą dziurą.
Pan Marek zjawił się szybko z batem chcąc dać mi pokaz sztuczek. Trzasnął ale mnie to nie wzruszyło. Próba kopnięcia. Nie udało się! Panicznie rzuciłem się na drogę i stanąłem dęba rżąc. Jechała akurat przyczepa. Wpadłem na nią. Rampa otworzyła się pod wpływem cięrzaru a ze środka wybiegła spłoszona Faint.
-Spadaj Faint! - zarżałem i nastawiłem się na mocne kopnięcie. Trafiłem.
-Ałł - zarżała cicho i położyła się na ziemii.

(Faint?)

od Live

Wypuszczono mnie na pastwisko.Zanim pobiegłam prosto galopem obejżałam starannie cały teren. Wyczuwałam zapach jakiegoś konia którego zapachu jeszcze nie czułam. Zobaczyłam karego ogiera który pastwił się przy sianie.
-Cześć, czemu jesteś na naszym paswisku?
-Bo mnie tu wpuścili geniuszko - odpowiedział
-Gdzie Karuzo? - zapytałam
-Nie wiem
Odeszłam od niego i zaczęłam jeść z drugiej strony kupy siana.
-Spadaj! - zarżał ogier
Pogonił mnie a ja uciekłam do rogu pastwiska.
Do mnie nagle podeszło dwoje ludzi. Dziewczyna i chyba jej ojciec. Pani Zofia nadeszła zprzeciwnej strony.
-To Dar Rubine? - zapytał facet
-Tak to ona. Młoda klacz. Skokowa - odpowiedziała pani Zofia
-To co Klaudia? Ją bierzemy?
-Nie! Mówiłam że chce championa a nie jakiegoś zwykłego! Takie są dziwne. Klara mi opowiadała że takie to są głupie - odpowiedziała dziewczyna
-Córeczko, przecierz tego ostatniego championa którego ci pokazałem to negowałaś zaszybkość. Musimy jakiegoś konia wreszcie ci kupić, co będzie za kilka lat? Mistrzostwa na ciebie czekają - powiedział jej ojciec
-Okej, bierzemy tego. Zawołaj Kimi. Niech mi ją osiodła - rzekła
Po kilku minutach przybiegła jakaś dziewczyna.
-Siodłaj - roskazała kapryśna dziewczyna
Kimi wykonała rozkaz szybko i mądrze. Osiodłała mnie delikatnie. To było jasne że pracuje przy drogich koniach. Była ostrożna. Mogłabym się założyć że za jedno draśnieńcie mogłaby wypaść.
Klaudia wsiadła na mnie i ruszyła mocno i bezmyślnie kopiàc mnie łydkami.
Nie siedziała na mnie pewnie. Kopała i w momentach zwolnienia szarpała za wędzidło.
-Szybciej głupi koniu! - szepnęła mi do ucha
Nie pobiegłam szybszym tempem. On za to walła mnie batem.

Po godzinie jazdy byłam bardzo zmęczona. Klaudia zaprowadziła mnie do boksu i dała do rozsiodłania Kindze. Ona za poszła zjeść do baru. Po minucie przyszła, usiadła pijąc orenżade i mówiła Kimi co ma robić.
Po wejściu do boksu myślałam o jednym. Jak przeżyje te minuty z Klaudią?

od Secretariata

Dzień jak co dzień. Wypuścili nas na pastwisko, wesoło skubaliśmy trawę.. Ale coś było nie tak.. Chodziłem po pastwisku obserwując konie, jakby normalnie, ale czegoś brak... No tak! Faint!
- Faint! Faint!
Ujrzałem konia, który wyglądał dokładnie tak, jak Faint, ale jakby osłabiony..
- Faint..
- Secretariat?
- Tak, to ja.. Co się stało?
- Nic nie widzę, nie wiem..
- Jak to? Faint!
- Nic, a nic..
Zatkało mnie.. Faint kochała biegać i na pastwisku prawie nigdy nic nie jadła, tylko biegała sama, z innymi końmi równie kochającymi biegać lub ze źrebakami. A teraz nic. Stała w rogu pastwiska. Nagle ruszyła, najpierw stępem, później kłusem. Chodziła tylko wzdłuż płotu. Zagalopowała. Jeden krok, drugi, trzeci..
- Faint!
Klacz upadła i obróciła się parę razy na ziemi. Biegłem ile sił w jej stronę. Za chwilę na pastwisko weszła Tiffany, która właśnie brała Mohylew na przejażdżkę. Biegła bardzo szybko, w sumie nic dziwnego bo kiedyś była zawodową biegaczką. Dobiegłam do Faint pierwszy. Pochyliłem się nad nią, a ona delikatnie otworzyła oczy.
- Faint..
- Secretariat.. Ja.. Ja nie dam rady...
- Co jest?
- Bałam ci się to powiedzieć, bo wiem że jesteś zakochany w Harvey...
- Co się stało?!
- Nie mogę..
- Faint, co się dzieje?
W tym momencie przyleciała Tiffany.
- Och Faint, nic ci nie jest? Już zadzwoniłam po weterynarza.. Wszystko w porządku?
Faint zamknęła oczy. Za chwilę na pastwisko weszła pani Zofia z dziećmi. Kazała dzieciom odganiać konie od Faint, by jej nie dręczyły. Dziewczynki zabrały się do pracy. Ja upierałem się najmocniej. We dwie złapały mnie za kantar i próbowały odciągnąć, ale nie dały rady i za chwilę dołączyli do nich pani Zofia i jej mąż. Razem jakimś cudem odprowadzili mnie w sam róg pastwiska. Po chwili zjawił się weterynarz i tylko spojrzał na Faint i kazał załadować ją do przyczepy. W końcu mnie puścili, a ja co sił pobiegłem pod ogrodzenie.
- Faint!
- Sec...
- Co chciałaś mi powiedzieć?
- Ja.. Ja.. Ja jestem w ciąży!
Stanołem jak wryty. Patrzyłem pustym wzrokiem na przyczepę. Zamknęli rampę i za chwilę przyczepa ruszyła.
- Och Secretariat, wszystko będzie dobrze..
- Nie Moh.. NIC już nie będzie dobrze..
- Ja muszę ci coś powiedzieć..
- Co?

<Moh?>

niedziela, 27 kwietnia 2014

od Harvey

Chodziłam smętnie po pastwisku gdy nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
Miała około 16 lat. Piękne szatynowe włosy związane w kłosa. Wydawać się mogło że jej brązowe oczy odbijają wszystko co jest na świecie. Była średniego wzrostu. Wyglądała raczej na wesołą. Miała kraciaste brydżesy i wesołą,kwaciastą koszulkę.
Wskazała na mnię i zawołała:
-Mamo! Tato! Ten jest ładny!
Nieznajomy pan podszedł do niej.
-Oj,dość ładny. Mama rozmawia z panią Zofią. Ona pomoże nam coś wybrać -rzekł ojciec dziewczyny
Zarżałam i zaczęłam brykać. Stanęłam dęba i nie wiedzieć czemu pogalopowałam do okoła pastwiska. Zobaczyłam że idzie stajenny z batem. Nie mogłam uciec. Położyłam płasko uszy. To tylko mogłam zrobić. Stajenny zapiął mnie i poszedł do stajni.
Stała tam już pani Zofia z rodzicami dziewczynki. Nastolatka przybiegła chwilę później.
-Więc chcieli państwo kupić jakiegoś konia tak? - zapytała pani Zofia
-Tak,szukamy dobrej szkółki dla naszej córki no i chyba dorosła do posiadania konia  - powiedziała kobieta
-To nasza córka Kasandra - przedstawił ją tata
-Koń dla Ciebie? Jakie masz umiejętności? - zapytała Zofia
-Kocham skoki, mam srebrną odznakę. Skaczę już na zawodach - odpowiedziała
-Mam tutaj swoje 12 koni. Mogę zaproponować tobie 3 klacze dobrze?
-Jasne
Pani Zofia podeszła do Boksu Richy i Pearl.
-To Richa. Arab. Skacze podemną na zawodach - rzekła pani Zofia
-Raczej wolelibyśmy większego i spokojniejszego konia - odezwał się oj iej Kasandry
-Ach tak , oczywiście. Jest jeszcze Dark Rubine i Harvey - O tutaj stoją
Wskazała na mnię i Live która stała obok mnie.
-To Dark Rubine. Spokojna i łagodne. Dzieci ze szkółki jeżdżą n niej na zawody. Jeździła już rangę światową. Wszechstronna. Młodzitka.
-A to Harvey. Mam ją od źrebaka. Zrywna ale pod dobrym jeźdźcem osiągnie dobre wyniki. Nie jest jeszcze doświadczona ale chętna do pracy. Skacze wysoko. Ma nawyk do kopania innych koni.
-Mi się wydaje że Dark Rubine jest lepsza. A ty jak myślisz Ania? - rzekł mężczyzna
-Ta klaczjest bardzo dobra. Masz racje. Weźmiemy ją - stwierdziła mama dziewczyny
-Mamo! Tato! Ja wolę Harvey! Widziałam ją na pastwisku dzisiaj! - zawołała Kasandra
Zarżałam.
-Kasandra. Musisz zrozumieć że ważniejsze jest wygrywanie a nie jakiego konia bardziej lubisz. To nie jest człowiek. To tylko koń. I tak sprzedamy go kiedy będziesz na większym poziomie- tata próbował jej wytłumaczyć.
-Weźmiemy Harvey- powiedziała z zaskoczenia mama

sobota, 26 kwietnia 2014

od Blotki - CD Karuza

Siedziałam właśnie spokojnie w boksie,gdy podbiegły do mnie Rose i Poezja.
-Blotka !- klaczki podbiegły do mnie
-O,cześć dziewczyny.W jakiej sprawie przybiegłyście?-
-Nie wiem,może ty poprawisz nam humor ?-Spytała Poezja.
-Ale czemu?Coś się stało ?-
-To ty nic nie wiesz ?!-Krzyknęła Rosa.
-No...nie.Wczoraj cały dzień siedziałam w boksie.Tak mi się wydawało że coś się stało bo codziennie mnie wypuszczali.To coś poważnego ?- zapytałam
-Tak,ktoś złamał nogę Grassowi !- zawołała Poezja a jej mina wskazywała że zaraz się rozpłacze
-Ale,ale jak to ?Czemu ? Przecież on jest jeszcze mały ! Ktoś to zrobił specjalnie ???-
-Nie wiemy.Nikt nie wie.Grass jest u weterynarza.-Powiedziała Poezja i w tej samej chwili usłyszałyśmy dźwięk klaksonu.
-Och,to chyba on !- zawołały klaczki którym humor od razu się poprawił
-No to co ? Biegniemy tam !- krzyknęłam

(Grass?)

czwartek, 24 kwietnia 2014

od Karuza

-Dzieci! Mówiłem! Nie zaczepiać Sonato!
Rosa lekkim krokiem poruszała się po dużym boksie. Jej prawa , tylnia noga drżała cały czas ,a ból nie dawał spokoju.
-Nie wierć się tak. Lepiej się połóż - doradziła Live
-A gdzie Grassy? - zapytała Poezja
Ten temat był smutny. Jak tylko ktoś mi o niego pytał łzy napływały mi do oczu.
-Grassy jest w boksie obok - powiedziałem
Jak można tak zrobił młodemu ogierkowi?
Musi odpoczywać. Złamana noga nie zagoi się tak prędko.
-Kto mu to zrobił? - zapytał Rosa
-Lepiej o tym nie mówmy okej? - lekko się zdenerwowałem
-Moźemy iść do Blotki? - zapytała Poezja
- Idźcie

(Blotka?)

od Rozalii - DC Various'a

 Zobaczyłam nagle Variousa,zapytałam go:
-Various czy coś się stało??
-Nie,wszystko jest dobrze.
-To czemu nie idziesz powitać Pearl?-zapytałam go
-A jest?-zapytał mnie
Chyba wiedział o jej powrocie,odpowiedziałam mu:
-Tak.Przed chwilą przyjechała...
Chciałam dalej mówić,ale Kasia mnie wzięła.Lekko mnie to zdenerwowało.Powiedziałam tylko:
-Pa Various,o hej Mohylew. Nie zauważyłam cię. Co się dzieje z Various'em?
-Cześć Rozalka.-powiedziała Mohylew zastanawiając się co dalej powiedzieć jak by ukrywała jakąś sporą tajemnicę
-Yy. Nic. Varous poprostu trochę się zagapił- dokończyła
-Pa. Spotkamy się jutro na treningu
Ja już poszłam,bo Kasia nie dała mi zostać. A Various gdzieś sobie pognał.Ciekawe gdzie.
                   (Mohylew?Various?)

od Amalii - CD Alana

Powiedziałem:
-Słuchajcie.Maja i Czarna wiedzą już o tym.Ale wy też kiedyś byście się dowiedziały.
-Ale o czym braciszku?-zapytała mnie przejęta Rozi
-O tym,że...wyjężdżam stąd na zawsze.
-Co?!-zapytały mnie ruwno Amalia i Rozi
-Ale dlaczego?Gdzie?-teraz pytała wyłącznie Amalia
-Wykupili mnie i do Niemczech.Pani Agata zabiera mnie dziś.-mówiłem z smutkiem
Rozalia milczała.Wiedziałem ,że najbardfziej ją to zaboli.Chyba Maja to zauważyła,bo powiedziała:
-Rozia patrz! Twoja Kasia!
-A tak. Ale czy musisz Alan?-wreszcie przemówiła Rozi
-Tak,muszę.
-ALAN! Chodź do mnie! I ty też Rozalio!-krzyczała do nas Pani Agata
-To na mnmie czas,żegnajcie moi drodzy na zawsze.
Poszedłem z Rozalią.Ja do przyczepy ona w las.Tylko pożegnaliśmy się. Przyczepa ruszyła.


                          (Ktoś dokończy?Może tak Rozi lub Amalia?)

środa, 23 kwietnia 2014

od Various'a

Galopowałem szybko po pastwisku. Nagle zobaczyłem przyczepę. Nie otwierała się.
Na pastwisku stała ze mną Mohylew.
-Moh! Mamy kogoś nowego? - zapytałam
-Nie, to Pearl pewnie - odpowiedziała zaciekawiając się sprawą
-Po co jechała? - chciałem się dowiedzieć
-Była w szpitalu dla koni. Weterynarz musiał zrobić jej kilka zabiegów - powiedziała Mohylew
-Co jej się stało?! - przerwaziłem się
-Spłoszyła się i doszło do wypadku - rzekła klacz
Ona przecierz była jak anioł! Niezniszczalna , cudowna klacz! Ona nie mogła się spłoszyć! Ona nie mogła mieć wypadku!
Dopiero po minucie zorientowałam się że myślę i żyję.
-Various! - zawołała Moh
-Yy co? .. - zapytałem oszołomiony , wyrwany z przemyśleń
-Słyszałeś co powiedziałeś? - zawołała
-Yy, co? Ja coś mówiłem? - przeraziłem się
-Tak! Właśnie powiedziałeś że kochasz Pearl! - krzyknęła klacz
Musiałem iść. Pearl nie mogła się dowiedzieć. Zza barierki wyszła Rozalia.

(Rozalia?)

od Ani (nowa uczennica szkółki jeździeckiej)

-Tato,jedź szybciej ! Chcę w końcu zobaczyć konie z nowej stadniny !-
-Nie poganiaj mnie,konie nie uciekną.- upomniał mnie
-Skąd wiesz ? Może akurat !- powiedziałam
Sprzeczałam się właśnie z tatą.Co ja poradzę że ten tydzień bez koni był jak miesiąc bez jedzenia ?
-Jest ! Wreszcie ! "Stajnia chempionów" .To tu !- zawołałam
Szybko wyskoczyłam z samochodu.Od razu poczułam znajomy,koński zapach.
-Chodź,musimy pogadać z właścicielem.-
-To ty idź rozmawiaj a ja już wejdę do stajni.Proszę...-Zrobiłam jedną ze swoich błagajacych minek.
-Ehhh...no dobrze...- zgodził się
-Dziękuje !-ucałowałam tatę w policzek i co tchu pobiegłam do środka.Głaskałam i przytulałam wszystkie konie po kolei,czytając ich imiona z tabliczek.Nagle doszłam do tabliczki na którym widniało bardzo dziwne imię.
-"Blotka"-Przeczytałam je na głos i podniosłam oczy do góry.Przedemną stała piękna,kasztanowato-srokata klacz z rybimi oczami.Wygladała cudownie.Zawsze podobały mi się konie tej maści,a rybie oczy pasowały do niej wręcz idealne.
-Cześć piękna...-Powiedziałam i pogłaskałam ją delikatnie po chrapach.Ona zarżała cicho i wlepiła we mnie swoje błękitne oczy.
-Ania !-zawołał tata.
-Już idę !-odkrzyknęłam-Zobaczymy się jeszcze,obiecuje !-Klacz zarżała za mną głośno,jakby rozpaczając z powodu tego że odbiegłam.To było...zadziwiające.Już 7 lat jeżdżę,a nigdy nie widziałam żeby koń tak emocjonalnie zareagował już po pierwszym spotkaniu.Zamyślona wpadłam na tatę.Ups...
-Uważaj !-Zaśmiał się.Dopiero teraz zauważyłam,że obok niego stoi jakaś kobieta.Podała mi rękę.
-Witam,nazywam się Zofia,jestem właścicielką tej stadniny.-Uśmiechnęła się,a ja uścisnęłam jej dłoń.
-Dzień dobry-odwzajemniłam uśmiech.
-Twój tata już mi cię przedstawił,Aniu.Dobrze,ile już jeździsz ?- zapytała
-7 lat.Mam srebrną odznakę.-
-Och,gratuluję ! Widzę że jesteś już doświadczona.Hmm...Mogę ci więc przydzielić specjalne zadanie ?- zapytała mnie licząc na pozytywną odpowiedź
-Oczywiście !- zgodziłam się
-Ostatnio kupiliśmy nowego konia.Jeszcze nikt na nim nie jeździł.Chciałabyś dosiąść go jako pierwsza ?- zapytała po raz drugi
-Tak ! Bardzo chętnie.- ucieszyłam się
-Dobrze.Weź więc szczotki i chodź za mną,zaprowadzę cię do boksu klaczy.-
-Już lecę- krzyknęłam
Podeszłam posłusznie po szczotki a potem podążyłam za panią Zofią.Gdy doszłyśmy do boksu,nie mogłam uwierzyć własnym oczom.Przecież to Blotka !

wtorek, 22 kwietnia 2014

od Amalii

Jak zawsze wstałam,poszłam na pastwisko,jadłam trawę,ale miałam dziwne wrażenie,że to będzie dzeń  niezwykły.Po godzinie dopiero doszła do mnie Maja z Czarną,podeszłam do nich i zapytałam je:
-Witajcie córeczki,jak wam się spało?
-Cześć mamo,dobrze.-powiedziała Maja
-Tak,dobrze,a ty?-dodała Czarna
-Ja tak samo..-powiedziałam
-Mamo a tata ci powiedział?-zapytała mnie Czarna
-Niby co?-zapytałam
-Nic ważnego.-odpowiedziała Maja
-Na pewno?-zapytałam
-Tak nic ważnego.-powiedziała Czarna
Nagle na pastwisko weszedł Alan,podeszedł do nas i powiedział:
-Musze wam o tym powiedze.
-O czym?-zapytałam się go
-Pujdę po Rozi.-powiedziała Czarna
Po kilku minutach wróciły,Alan znowu powiedział:

                 (Alan.O co tu chodzi?)

od Artemidy

Wstałam,była 4! Znowu usnęłam.Obudziłam się znowu,ale była 7.Stajeny mnie wyprowadził na pastwisko,stamtąd wzięła mnie pani Paulina na trening.Pojechałam z nią do lasu. To była krótka wędrówka. Moja właścicielka zawsze wybiera trudne trasy. Najczęściej przeszkodami są stawy, strumienie,zwalone drzewa i strome skałki. Po tym wyjeździe dostałam nareszcie mały odpoczynek. .Nawet nie byam tak zmęczona.Wróciłam na pastwisko. Nie spodziewałam się na nim za wielu koni. Miałam rację. Tam zobaczyłam Harvey i Galaxy . Zaczęłam skubać trawę. Czasem spoglądałam na nie. Nagle na pastwisko wszedł stajenny z balikiem siana. Zagwizdał. Odruchowo zaczęłam iść do danego jedzenia. Klacze też podchodziły. Stanęłam blisko nich i zagadałam.
-Hej. Co porobimy? Jeszce chyba nigdy nie byłam z wami na pastwisku.

               (Harvey? Galaxy?)

od Hawkeye'a

 Mieliśmy się przeprowadzać do nowej stajni. Byliśmy już kilka godzin w drodze. Samochód się zatrzymał.Parsknąłem.
-Jesteśmy-powiedział Jeremy
-"W końcu"-chciałem powiedzieć, ale wyszło "Ihahaha"
Drzwi przyczepy się otworzyły. Jeremy mnie wyprowadził. Przywitała nas jakaś pani.
-Witaj Jeremy-powiedziała
-Witaj Zofio-odpowiedział jej mój dżokej
-To pewnie Hawkeye- stwierdziła Zofia uważnie się mi przyglądając
Zarżałem.
-Zaprowadź go na pastwisko- zarządziła
-Dobrze- rzekł mój właściciel
Założył mi uzdę i zaprowadził na pastwisko.
-Możesz iść- powiedział i zciągnął mi uzdę
Wszedłem na pastwisko. Jeremy poszedł do pani Zofii.
-Cześć jak się nazywasz-usłyszałem głos za sobą
Odwróciłem się.
-Jestem Hawkeye-powiedziałem-a ty?-
-Jestem Faint...

(Faint?)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

od Pearl - CD

Obudziłam się w dziwnym pomieszczeniu. Wszędzie było widać kolor biały. Nie wiem gdzie dokładnie ale byłam na sali po operacyjnej. Kiedyś Richa mi mówiła jak tu jest. Podobno czekają mnie jakieś bolesne zabiegi. Nagle do pomieszczenia weszła jakaś kobieta trzymając w ręku uwiąz i bandaż.
-O! Doktorze! Klacz Pearl się wybudziła! - zawołała
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna w białym stroju i popatrzał się na mnie z entuzjazmem.
-Ten koń ma prawdziwe szczęście. Mogła się w ogóle nie wybudzić - powiedział lekarz zamyślony
-Zadzwonić po właścicielkę? - zapytała kobieta
-Tak. Powiedz że operacja się udała - odpowiedział weterynarz
Operacja?! Co proszę?!
Zarżałam i próbowałam wstać. Biała kobieta podleciała do mnie szybko zawiadomiona o moim złym zachowaniu.
-Pearl! Nie wstawaj! - zawołała
Widać że coś było nie tak. Odkryła zakrywającą moje ciało chustę. W jednym miejscu miałam bandaż a na nodze szyny i usztywnienie.
-Skręcony staw,naciągnięty mięsień,pogruchotane 2 kości - wymieniał lekarz wypisując coś na kartce
-I jeszcze do tego liczne siniaki, zadrapania....Oo jeszcze rana na boku! - przypomniał sobie
-Co zrobić proszę pana? - zapytała kobieta
-Spróbuj z nią wstać i odprowadź to jej boksu. Boks nr 24. O! I powiedz  pani Zofii że jutro jak wszystko dobrze pójdzie wraca do swojej stajni - powiedział lekarz w zamyśleniu znowu bazgrząc coś na kartce.
Kobieta zgodnie z  zaleceniem pomogła mi wstać i zaprowadziła do boksu. Był o wiele mniejszy niż w stajni championów ale dało się po nim chodzić. Owa kobieta poszła po telefon i zadzwoniła. Usłyszałam głos pani Zofii. Już jutro mogłam wrócić do domu! Lecz przez kilka miesięcy nie pokażę się na torze i parkurze.

od Sarry

Obudziłam się rano Blacka już nie było w boksie. Nagle boks otworzyła Julia. Wyprowadziła i postawiła tak żebym widziała co się dzieje na maneżu. Michał ubrał Blackowi śliczne siodło i ogłowie z białej skóry i czaprak obszyty złotą nitką. Wyglądał jak na pokaz. Jego ochraniacze też były obszyte złotą nicią. Prezentował się ach… pięknie . Julka pogłaskała go i zapięła lążę. Weszli na maneż. Po chwili…
Julia –Ma dobre wygięcie może spokojnie jeździć
Michał –No to siadaj. A i niemów do mnie Michał tylko Maik .
Julia –Czemu?
Michał –Bo to moje normalne imię .a Michał to tłumaczenie.
Julia –Dobra od dziś Maik.
Założyła toczek i wsiadła. Wydawała się spokojna do póki Black się nie spłoszył. Podjechała do mnie.
Sara –Co się stało? Czego się spłoszyłeś?
Black –Nie spłoszyłem się tylko potknąłem ,nie umiem chodzić w tych ochraniaczach.
Sara –Dobrze uważaj na siebie i spokojnie, pamiętaj.
Wtedy Julka odjechała. Puściła mu luźno wodze i kazała zagalopować i się zaczęło przez pół godziny prób brykał ale ona nie dała się zrzucić. W końcu kiedy się zmęczył posłuchał. Przegalopowali pół koła i już myślałam że skończą kiedy Julka krzyknęła do Maika.
Julia –Masz tu siodło ja jadę na spacer.
Maik –Na oklep?!
Julia –Tak na oklep, mam do niego zaufanie.
Pojechała ciekawe gdzie pojadą.

niedziela, 20 kwietnia 2014

od Pearl

Gnałam galopem przez całą długość pastwiska. Nagle zobaczyłam Lenę. Chyba po mnie szła. Z tego co pamiętam dzisiaj trening. I rzeczywiście. Skręciłam do wejścia,odsłoniła linkę wejściową i weszła na pastwisko. Na początku miałam wątpliwości. Podejść? Nie podejść?
-Pearl! No chodź! - zawołała i ruszyła szybkim krokiem do mnie
Ja też zaczęłam do niej iść. Zapięła mi uwiąz i poszliśmy we dwójkę do barierki.
-Hej Julia! - przywitała się Lena mijając Julkę
Po wyczyszczeniu i osiodłaniu  poszliśmy na trening. Nie było skoków ale całkiem coś nowego. Natural.
Widać że dla Leny to było coś normalnego ale ja nie tak bardzo wiedziałam o co chodzi. W końcu pani Zofia ściągła mi ogłowie a pod szyją zapięła uwiąz. Lena na początku sobie dobrze radziła. Nie byłam przyzwyczajona do ucisku pod szyją i wolnym pysku. Nagle zza drzwi wychyliła się mała dziewczynka i biegiem wpadła na halę. Serce podeszło mi do gardła i przez jej krzyk nie wiedziałam co się dzieje. Zdecydowałam się szybko na ucieczkę i pognałam galopem do drzwi. Wyskoczyłam ponad barierą i przeszłam do jeszcze szybszego chodu.
-Pearl! Prrr! - słyszałam tylko te krzyki
Instynkt kazał mi uciekać. Nogi zamiast słuchać mnie biegły same do przodu. Wiedziałam że przebiegałam koło stajni. Nagle z stajni wyszedł koń. Biegłam prosto na niego. Nie potrafiłam się zatrzymać. Teraz rozpoznałam. To był Grass.
-Grassy! - zawołałam
Z grzbietu usłyszałam płacz.
Lenie wypadł bacik. To wzmożyło mój strach. Grass stanął dęba i skoczył przez barierę ale nie zauważył wodzy które zaczepiły się po płot.
Grass przewrócił się a dziewczyna prowadząca go uciekła z wrzaskiem. Nie wiedziałam co się nadlej stało.
Ostatnie słowa które usłyszałam to ''One nie żyją! Pomocy!''

(CD nastąpi)

piątek, 18 kwietnia 2014

Zawody ukończone!

1 miejsce Dark Rubine !      Nagroda 500 Slv
2 miejsce Pearl !                   Nagroda 200 Slv
3 miejsce Selene !                Nagroda 100 Slv

Serdecznie gratulacje!

Uwaga!

Przypominam o pisaniu opowiadań na bloga. W razie nie napisania przynajmniej 1 opowiadania właściciel dostaje upomnienie. Jeśli po upomnieniu sytuacja się nie poprawi będę musiała wyrzycić danego członka ze Stajni Championów.
Czas do 24 kwietnia.

od Julii (uczencica szkółki jeździeckiej)

Jechałam za mamą do stajni. Kiedy już dojechaliśmy , wysiadłam i pobiegłam na halę gdzie pani Zofia zawsze uczyła młodych jeźdźców. Przeszłam przez drewnianą brame i już byłam na hali. Pani Zofia siedziałam na ksieśle i uczyła Delfinę na Riszce.
-Pani Zofiu! Dzień dobry! - zawołałam powoli podchodząc do niej
-O Julka! Idź siodłaj Live - powiedziała pani Zofia
Od razu pobiegłam do boksu. Nagle zza stajni wyszła Kasia.
-Cześć! Jeździsz teraz? - zapytałam pierwsza
-Hej Julia. Tak. Na Rozalce - odpowiedziała
-Fajnie. Ja teraz jeżdżę na Live - rzekłam
-Pomożesz mi potem wylonżować Spirita? - zapytała błagalnie
-No, może....Okej - zgodziłam się w końcu
Poszliśmy razem do stajni a ja szybko wzięłam Live na uwiąz i przywiązałam do barierki. Najpierw zgrzebłem , potem szczotką z miękkim włosiem , jeszczy tylko grzywa i ogon, miękką szczotką jeszcze łep, wilgotną gąbką całą sierść, i na koniec kopyta kopystką.
-Skończyłam! - zawołałam po kilku męczących minutach czyszczenia
Kasia obruciła się w moją stronę dumna.
-Ja już siodłam - powiedziała nie co zadowolona ze swojej szybkiej pracy
Od razu rzuciłam się na siodło i położyłam je na czapraku na grzbiecie Live.
Potem na przednie nogi założyłam ochraniacze a na końcu wzięłam ogłowie i włożyłam na łep mojej ukochanej klaczy. Po dopięciu popręgu wzięłam Live i szybkim krokiem zaczęłam iść w kierunku hali. Po minucie koło mojego boku znalazła się Kasia z Rozalią.
Po wejściu na halę wsiadłam na klacz i ruszyłam rzwawo do przodu. Rozalia zrobiła to samo. Pani Zofia już stała na środku hali.
Po kłusie i galopie pani Zofia ustawiła nam przeszkody. Wszystkie wychodziły nam bardzo dobrze tylko od czasu do czasu jakiś koń zachaczył o drąg.
Dałam na koniec po występowaniu Live kostkę cukru i dałam także jedną Kasi aby również nagrodziła Rozalię.
To była bardzo fajna jazda. Konie nareszcie wygrają zawody.

czwartek, 13 marca 2014

Uwaga!

Wyścigi wygrał Secretariat.  Gratulacje!
Nagroda to 500 Slv

od Pearl

Leżałam w boksie. Było rano. Może 8? Nie byłam pewna. Ale wiedziałam że dziś będzie naprawdę ciepło. Zarżałam łagodnie aby zobaczyć czy Richa w boksie obok jeszcze śpi. Nie usłyszałam odzewu. Wstałam na nogi i przeszłam się po boksie. Gdy podeszłam do drzwiczek boksu zauważyłam stajennego przechadzającego się po stajni. Skubnęłam trochę owsa i siana ale prawdę mówiąc nie byłam głodna.
Pół godziny później do stajni weszła pani Zofia. Wzięła mnie na uwiąz i zaprowadziła do barierki aby mnie wyczyścić. Otworzyła pudełko ale najpierw poczęstowała mnie marchwią.
Po 20 minutach byłam gotowa do jazdy. Ale zauważyłam że do pani Zofii idzie Lena!
To właśnie ona wsiadła na mnie i pojechaliśmy na hale skokową. Jeździła bardzo dobrze. Czasem tylko pani Zofia zwracała jej uwagę na dosiad.
Po godzinie ciężkiej jazdy poszłam do boksu. Wiedziałam że wygram zawody w skokach. Ciekawe czy moja siostra będzie mi przeciwnikiem....

środa, 12 marca 2014

od Chici

Obudziłam się następnego dnia.
Wstałam , a ten sam człowiek , co wczoraj nie oporządzał , wsypał mi paszę
i wodę.Był jakiś dziwny dzień.Wrzawa nie dawała mi spokoju.
Spytałam konia w boksie na przeciwko mnie.
-Dlaczego jest taka wrzawa??
-To ty nie wiesz?
-Nie , przyjechałam dopiero wczoraj..
-Wielki wyścig crossem , ustawiają już przeszkody , będzie można tam ćwiczyć.
-O  , fajnie!-powiedziałam .-chciałam podejść do wiadra z wodą , i nagle poczółam straszne ukłucie...-Ałaja!
-Co ci się stało , Chica?
-Nie wiem , boli mnie kopyto , i cała noga...
Do tego konia podszedł jakiś męszczyzna , wyczyścił i osiodłał.
-Zobaczymy się na torze podczas treningu , czesć!
Do mnie podeszła Kasia.
Pogłaskała , w ręku miała ciepłą herbatę.
Chciałam ją powąchać , a ona powiedziała:
-Chcesz spróbować?Nie jest gorąca , pij śmiało!
Spróbowałam.Próbowałam powiedzieć ,,Nawet niezłe''
ale jak zwykle z ust wyszło ,,Ihhahaha''
-Okey , plan dnia: oczyszczę cię , osiodłam i musimy trenować crossa!
chciałam powiedzieć ,,Hurra!!'' ale wyszło,,Ihahaha''
Potem moja właścicielka delikatnie mnie wyczyściłą , pogłaskała ,
i osiodłała.Dała mi sygnał,,ruszaj''
Poszliśmy na trening , po torze jaki będzie na zawdach.
-Teraz zrobimy trening grupowy.,,Wyścig crossem''
Tor ma 4 km , biegnie wzdłórz lasu , a niekiedy w jego środku.
Wszystkie konie mają ochraniacze?
Na to wszyscy odpowiedzieli tak.
Nagle ktoś ostro zagwizdał , i pani dała sygnał: ,,Cwałuj''
Biegłam ile sił , podobało mi się!
Kiedy zobaczyłam przeszkodę kazała skakać.
-Auułl!-chciałam powiedzieć , ale wiecie co mi wyszło....zwykłe ,,Ihahah'
Znowu ta holerna noga!
Byliśmy już w połowie , kiedy znów poczułam przeszywający ból...
-Największa przeszkoda , dajesz mała!-krzyknęła moja dżokejka.
Co robić?Skoczyć?-Ten ból może spowodować wypadek , zatrzymać się?
Tak!Zwolniłam go kłusa , mimo palcatu.
Kasia zsiadła.Pokaż mi nogę.Podniosła ją.
-Masz jakiś skurcz , moja mała.No nic , szczerze-zawiodłam się trochę , ale to nic.Dasz radę dojechać do domu?Pewnie nie.
Zadzwonie do Austina , znajomego , żeby przyjechał z przyczepą.
,,Nie...zawiodłam moją panią, ona mnie karmi , wyżywia , dba , kocha...
co tam moja noga , kocham ją , dam radę''
pomyślałam , i zaczęłam cwałować.Czułam , że Kasia ledwo utrzymuje się na siodle.Zbliżała się ta największa przeszkoda.
-Nie!Chica , nie rób tego!-zawołała dziewczyna na grzbiecie.
Wybiłam się , na szczęście , to przednia noga mnie bolała.
Za nami było 3-4 zawodników.Wybiłam się , i kiedy miałam przednimi nogami zakończyć skok-Ból , okropny ból , słyszałam trzask  , krzyk upadającej dżokejki , hamowanie kopyt koni , dzwonienie innych zawodników , sygnał karetki..czułam ból i strach.
Leżałam nieruchomo obok przeszkody .2 metry dalej leżała moja dżokejka
Nie ruszała się.Miała całą czerwoną twarz , a ja brzuchem przygniatałam jej nogę.Obejrzałam się w tył , wszystkie poprzeczki zawalone.
Jacyś ludzie (lekarze) podnieśli moą panią , i powiedzieli:
-Mamy szansę 1/10 , że ją uratujemy.Ma zmiażdżaoną nogę , i wstrząs mózgu .
,,To przeze mnie''-myślałam.I łza spłynęła po moim pysku...
Karetka szybko odjechała a ja chciałam powiedzieć ,,Przepraszam , wybacz mi , proszę , nie zabierajci mi jej!'' ale wyszło ,,Mhaihihihih''
I to bardzo ciche......
Natychmiast mie terz zabrali , po 9 godzinach , powiedzieli , że niemogę wstawać przez 3 miesiąc , ścięgna muszą się zrosnąć.I , ż ena pewno nikt mnie nie dosiądzie...
,,Co ja zrobiłam?Nawet nie wim , czy Kasia żyje...błagam, wiatronogi boże , ocal Kasię , ja mogę się poświęcić za nią.....''
Po 3 miesiącach lekarz powiedział:
-Musi zostać uspana-powiedział do jakiegoś cienia...
-Nie!Panie , łoboże , pomyśl żeś logicznie?Lepij na rzeź!
Nagle weszła 3 osoba
-Nigdy!To moja klacz , i ja będę o niej decydowała!
To głos kasi-rozpoznałam go....
-Daj mi jeszcze 1 dzień!
-Po co ci on?
-Muszę...się...z ..nią...pożegnać...
,,To mój koniec.....ale dziękuje ci wiatronogi boże , że ocaliłeś Kasię....w sumie został mi jeszcze jeden dzień....na pewno będzie świetny , bo spędzony z Kasią,, cicho modliłam się za Konia-Boga...

Uwaga!

Witam wszystkich członków stajni!
Zawody w skokach rozpoczną się dzisiaj o godz 15.
Jeśli jakieś konie nie zdążą się zapisać na czas nie będą mogły startować.
Przypominam że po skokach jest ujeżdżenie a następnie kros.

Przypominam o pisaniu opowiadań przynajmniej raz na 2 tygodnie!
A także o spłacenie długów w Silverach!
Pamiętajnie! Od dzisiaj kto ma liczby minusowe nie może kupywać rzeczy!
Konie które nie mają sprzętu nie startują!
Proszę aby się do tego stosować!

niedziela, 23 lutego 2014

od Variousa

Nadeszła pora treningu ostatcznego. W końcu za niecałe 7 godzin odbędą się zawody bardzo wysokoej rangi. Pan Marek wyciągnął mnie z boksu i wyczyścił. Potem podszedł do mnie dżokej i osiodłał mnie. Wyszliśmy na tor a potem owy dżokej na mnie wsiadł. Kopyta mi się paliły do biegu. Miałem ochotę przecwałować cały tor.
Zaprowadzili mnie do bramiki startowej a kiedy drzwiczkie się otworzyły nie czekając na znak dżokeja wypaliłem do przodu. Dżsokej nie próbował nade mną panować. Dał mi luźne wodzę a ja pędziłem najszybciej jak tylko moje nogi zdołały nadążyć. Czułem silne uderzenia mojego serca. Siła moich nóg wprzedzała pracę mięśni. Moje nogi bezmyślnie i z dużą siłą wychodziły do przodu. Niemyślałem o biegu tylko wsłuchiwałem się w rytm bijącego z dużą siłą serca. Do moich uszu dopłynął jeszcze jeden ten sam rytmiczne dźwięk ale dużo słabszy od mojego.
Nagle dżokej szarpnął za wodze. Spojrzałem przed siebię wyrywając się z zamyślenia. Był ostry zakręt. Cichy dźwięk serca w mojego grzbietu zaczęło bić bardzo cicho. Moje serce za to było sparaliżowane. Skręciłem głową ale to była już za duża prędkość. Zobaczyłem konia który nas wymijał. To był pan Marek na Duchu.
-Zwolnij! Wpadniecie na siatkę! Zabijesz się! - zawołał pan Marek. Dżokej próbował nadal skręcić. Nagle Duch zrobił coś nieoczekiwanego. Zajechał mi drogę. Gwałtownie stanąłem ale i tak uderzyłem o Ducha a dżokej wypadł z siodła i uderzył w Ducha. Duch przewrócił się na ziemię.


(Duch?)

Uwaga!

Zawody się rozpoczęły! Zapraszam wszystkich do głosowania!
Niech wygra najlepszy koń!

środa, 12 lutego 2014

Uwaga

Zawody zostają przesunięte. I wszyskie konie które mają liczby minusowe w Slv będą musiały spłacić dług w ciągu 2 tygodni.

od Galaxy - CD Furissa

-No wiesz...Cały czas o tobie myśle - powiedział Furisso trochę zakłopotany
Popatrzyłam do niego wzrokiem  domagającym się odpowiedzi.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść? - zapytał Furisso
-No...dobrze. A gdzie? -zapytałam
-Zobaczysz. Chodź za mną - odpowiedzial i ruszyl rzed siebie
Na pastwisku nie było co oglądać. Podszedł dalej gdzie pastwisko stykało się z gęstym lecz jasnym lasem.
-Ładnie to. Nigdy tutaj nie byłam - powiedziałam zapatrując się w ogromne drzewa.
-Bo to miejsce jest niewidoczne z pastwiska. Ja przypadkowo to odkryłem - powiedział ogier i zapatrzył się we mnie.
-Czemu tutaj przyszliśmy? -zapytałam
-No bo chciałem coś powiedzieć - powiedział Furisso

(Furisso?)

od Karuza

Trwają przygotowania do wyścigu. Dżokej który będzie się na mnie ścigał przyszedł do mnie i osiodłał.
Musiałem dzisuaj poćwiczyć ostatecznie aby mieć pewność co do siły moich nóg. Poszliśmy na tor a pani Zofia siedziała na trybunach i patrzała na mnie jakby czekała na coś ekscytującego. Dżokej wsiadł na mnie a po kilku minutach stępa przeszliśmy do szybkiego galopu. Nie cwałowałem poprostu galop był bardzo przyjemny i odprężający przed dzikim cwałem. W końcu  dżokej dodał łydek i przyspieszyłem do cwału. Biegłem,biegłem  aż okrążyłem cały tor. Pani Zofia która okazało się mierzyła mi czas wstała i zaczęła bić brawo.
-Bardzo dobrze! Jeśli tam pobiegniesz na wyścigu to ustalisz nowy rekord czasowy!- krzyknęła
Byłem szczęśliwy. Może mam szanse wśród tylu championów? No cóż , mam formę i silne nogi.
Może mi się udać. Nagle to toru podszedł stajenny z Live na uwązie.
-Pani Zofiu? Kto dzisiaj ma na niej trening  przed zawodami? - zapytał stajenny
-Na zawodu na niej jedzie uczennica szkółki Martyna.Taka blond włosy i niebieskie oczy. 15 lat. Jest i czeka w stajni - odpowiedziała pani Zofia stajennemu
-To zaprowadzić ją do boksu? - zapytał jeszcze raz
-Tak - rzekła pani Zofia i wstała
Podeszła do mnie.
-Ja na nim pojadę do stajni. Zabierz tylko siodło. On kocha oklep - powiedziała do dżokeja
Dżokej wręczył mnie Zofii a ona jednym zwinnym ruchem dosiadła mnie i pojechaliśmy stępem na przejażdżkę do lasu.

wtorek, 11 lutego 2014

Uwaga!

Uwaga wszystkie konie! Jest dzisiaj ostateczne termin rejsetracji i przygotowywania sprzętu do zawodów!
Jupani Zofia ustaliła że zawody odbędą skokowe odbędą się tu:


A  wyścigi :


poniedziałek, 10 lutego 2014

od Turyna

Galopowałem wesolo po pastwisku gdy nagle drogę zagrodził mi jakiś obcy koń.
-Kim jesteś ? -zapytałem owego konia
-Jestem Sonia i szukam pewnej klaczy - odpowiedziała
-Aha. Jakiej? - zapytałem bo ciekawość nie dawała mi żyć
-Ma na imię Rozalia - odpowiedziała klacz
-Hmm. Teraz będzie pewnie na lekcji z Kasią ale przekażę jej że coś od niej chciałaś okej? - zapytałem
-No dobrze. Jak by co to powiedz że szukala jej Sonia - potwierdziła klacz i lekko postępowała do ogrodzenia gdzie zaczęla się paść. Beztrosko zacząłem znowu biegać i od czasu do czasu wpadać na jakiegoś źrebaka.
-Turynku! - krzyczała Paris ktora była jak zastępcza mama
Odgalopowałem na wiekszą część łąki i czekałem spokojnie zerkając na wejście. W końcu znudzilo mi się to trochę i z  nudów zacząłem się tażać. wreszcie się doczekałem! W wejściu na pastwisko stanęła kasia i Rozalia.
-No idź Rozi! - krzyknęła i popędziła ja łagodnie do przodu
Rozalia pobiegła do grupy koni stających w środku padoku. Rozejrzałem się za ową białą klaczą ale jej nie było. Pewnie wyszla kiedy nie patrzyłem. POdbiegłem do Rozalii.
-Rozalio! Sonia się o Ciebię pytała! - powiedziałem


(Rozalia?)

od Furissa- CD Galaxy

 Wszyscy, którzy znajdowali się na torze podbiegli do mnie i zaczęli mnie klepać po szyi i chwalić. Było mi niezmiernie miło. Pan Jarek powiedział:
-No, to jutro zaczynamy trening naszego ogiera.
Z jednej strony się cieszyłem, a z drugiej było mi smutno, że będe mieć mniej czasu dla Galaxy. Byłem cały spocony więc zaprowadzili mnie do stajni i wyczyścili, następnie zaprowadzili na pastwisko gdzie czekała na mnie klacz. Podbiegłem i zapytałem:
-I jak?
-Świetnie, Ci poszło...sunąłeś na torze ja błyskawica!
-Aż tak dobrze?
Klacz pokiwała głową.
-Chyba odnalazłem swoją dziedzinę.-powedziałem z entuzjazmem
Pasliśmy się spokojnie i miło,rozmawiając ze sobą. Kiedy się zciemniło zabrali nas do stajni. Niestety mój boks znajdował się daleko od boksu Galaxy, więc o nocnych rozmowach można było sobie pomarzyć. Nie mogłem zasnąć... wciąż myślałem o jednym...O Galaxy. Ta klacz była piękna,cudowna miła i miała same dobre cechy. Przez to, że nie spałem wypadłem rano troche gorzej na torze. Pan Jarek był na mnie wściekły!
-No dalej! wczorajCi tak świetnie szło, a dzisiaj!?
I to wszystko w dodatku widziała Galaxy. Jak się wlokę na torze.
-Na dzisiaj koniec!-zarządził mój właściciel
Zaprowadzili mnie na pastwisko gdzie stała Galaxy.
-Co Ci się dzisiaj stało?-zapytała klacz


(Galaxy?)

Uwaga!

12.02.2014r odbędą się zawody skokowe. Zapisy rozpoczęte. Prosze napisać do Natalia i Grazia.
17.02.20014r odędzie się wyścig. Chętnym proszę o zapisanie się. Zapisy do Natalia i Grazia.

od Richy

Pani Zofia jak zwykle podeszła do mojego boksu i pogłaskała mnie spokojnie.
-Riszka. JUtro jedziemy razem na zaowdy - powiedziała cicho
Ucieszyłam się. Ja i pani Zofia?! Nigdy nie byliśmy razem na zawodach. Zawsze jeździła na swojej dobrze ułożonej, sportowej , grzecznej i nadzwyczaj spokojnej klaczy Kanadzie. Może pani Zofia miała mało wrażeń i musiała być już tak zdesperowana że jedzie na ważne zawody na płochliwym , brykającym i energicznym arabie u którego nie ma opcji ''słuchać jeźdźca''? No cóż. Widać tak. 
Pani Zofia poszła do siodlarni po moje rzeczy. Po kilku miutach wróciła i zawoałała jakąś dziewczynę. Miała może 15 lat. Była bardzo ładna. Miała piękne kasztanowe włosy sięgające do pasa i ładną bladą twarz. Widać że była bogata. 
-Lena! Dzisaj oczywiście Pearl. Masz swoje siodło? - zapytała pani Zofia owej dziewczyny
-Tak. Mama wczoraj z mamą pojechaliśmy do sklepu i tam kupiliśmy wszystko co trzeba. 
-Aha. Dobrze. Osiodłaj ją i jedziemy dzisiaj na halę ujeżdżeniową. Dobrze? - zapytała pani Zofia
-Dobrze - odpowiedziała Lena i zabrała się do czyszczenia mojej siostry
Kiedy byliśmy czyszczone przez jeźdźców wykożystałam okazję i podeszłam do Pearl stojącej w boksie obok. 
-Fajną masz panią. Kupiła cię? -zapytałam Pearl
-Nie. Dzierżawi mnie. Ale jest super i fajna by była z nij właścicielka - odpowiedziała
-Dobrze jeździ? - zapytałam
-Tak. Szykujemy się na zawody. To już jutro! - rzekła Pearl 
-Fajnie. Ja też jadę z panią Zofią. 
-Dziwne. A pani Zofia czesem nie z Kanadą? - zdziwiła się Pearl
-Też się dziwie no ale to chyba dobrze - przyznałam
Nagle pani Zofia szarpnęła mnie za łeb. 
-Richa. Do jazdy tzreba ubrać ogłowie - powiedziała i włożyła mi na łeb ogłowie a do pyska
metalowe wędzidło. Pozapinała paski i wlożyła na grzbiet siodło i czaprak. Potem wyszłam
z boksu na jazdę razem z Pearl , Leną i panią Zofią. W końcu przecierz jutro zawody!

niedziela, 9 lutego 2014

od Blotki

Trafiłam tu tak jak większość koni.Moja stara stadnina zbankrutowała i została zamknięta.Jestem tu nowa.Przywieźli mnie dziś rano,tak wcześnie że wszystkie konie jeszcze spały.Stajenny wprowadził mnie do boksu obok srokatej klaczy.Nie wiem jak ma na imię,ale mam nadzieję że lepiej się poznamy.Rozejrzałam się jeszcze raz po stajni i położyłam się.Zamknęłam oczy i zaczęłam wspominać moje dzieciństwo,gdy bawiłam się z Zuzią...
Zasnełam.
Spałam może trzy godziny,byłam bardzo zmęczona po podróży.Gdy wstałam inne konie przyglądały mi się z zaciekawieniem.Nagle do mojego boksu wszedł stajenny.
-No,Blotka.Wyjdziesz na padok,poznasz inne konie.
Ucieszyłam się.Bardzo chciałam poznać nowych znajomych.Gdy wyszłam większość koni już tam była.Wstydziłam się trochę,czułam się nieswojo.Czekałam aż ktoś do mnie podejdzie.Nie miałam odwagi sama się przywitać.W starej stadninie nie byłam na początku przyjęta dobrze.
W końcu doczekałam się...

(dokończy ktoś?)

od Galaxy - CD Furissa

-No...Tak - powiedziałam trochę zszokowana jego pytaniem
-A więc jaką najbardziej lubisz dyscyplinę? - zapytał Furisso
-Kocham skoki  ale WKKW też mi się podoba. Jeździłam już wiele
razy na zawody. Moja właścicielka Dominika i jej siostra Sophie nauczyli mnie
naturala i teraz chodzę nawet na pokazy.
-Łał. Ty to masz pracy. Ja kocham klasyk. Ujeżdżenie i skoki to moje życie
ale moja pani chciała mnie dać na wyścig bo trener powiedział że mam do tego
predyspozycje.
-Sprobój! Ale masz male szanse wygrania. W stajni jest Various , wielki mistrz
sprowadzony z Anglii. Jest jeszcze Karuzo. Wygrał każdy wyścig w stajni championów.
Pearl i Richa nawet kopią aby wygrać. Jedna zagradza drogę druga biegnie do mety
no i potem dzielą się nagrodą. Ha ha. To taka stara historia z poprzedniej stajni z innym
właścicielem. Ale jeszcze Duch Pustyni. On to ma kopa! Wygrywał w arabi wsztskie
wyścigi. Prześcigał największe championy jakie tam były. Taki koń po super rodzicach
i mega predypozycjach to dla niego banalny wyścig bez wysiłku. Ja osobiście wybrałam
trochę łagodniejsze sporty.
-Łał. Ale macie dużo koni wyścigowych! Jak myślisz? Mam szanse?
-No...Jak by to powiedzieć....Nie obraź się..Ale szanse są marne - powiedziałam jakając
się. No cóż chciał szczerośći ale ja jeszcze przecierz nie wiedziałam jak on biegnie na torze!
-Może przejdziemy się na tor i pokażesz mi jaki jesteś szybki? Wtedy może zobaczę czy masz
szanse wygranej w prawdziwym wyścigu.
Furisso widocznie się ucieszył.
-No jasne! Chodźmy - powiedział i szybko pokłusował do toru
Pobiegłam za nim galopem. Do toru wcale nie było daleko. Tylko była jedna przeszkoda.
Płot którego nie można było przekraczać. Nagle do ogrodzenia podszedł jakiś facet.
-No Furisso! Ty jesteś odpowiedni na tor! Ej! Ty! Stajenny! Wyprowadź go. Zaprowadzę
mojego nowego konia na tor.
-To twój właściciel? - zapytałam
-Tak. Pan Jarek. Nie kocha koni. Dla niego to biznes - powiedział smutny
-Nie martw się. Nie zwracaj na niego uwagi. On zrobi z ciebię gwiazdę aty żyj jak normalny koń
z przyjaciółmi. - odpowiedziałam starając się go choć trochę pocieszyć
Furissa zabrali na tor. Mnie też wzieli bo nie mogłam sama stać na pastwisku. Kiedy doszliśmy do
toru Furissa osiadłali i zadzwonili po syna właściciela Furissa a mnie przywiązali do płotu.
Po kilku minutach przyjechał jakiś chłopak i wsiadł na Furissa,wjechał na tor i zakłusował.
-Dalej Furiss - powtarzałam w myślach
Nagle Furiss popędził galopem prosto przed siebie. Chłpak zrobił półsiad i razem cwałowali po torze.
Był naprawdę szybki. Cwałował lekko i szybko przesówając się po torze minął zakręt.
-O rany! Wystawię go do wyścigu! Niech każdy zobaczy jaką sztukę wykupiłem! - zawołał pan Jarek
Furisso dobiegł do mety. Wszyscy do niego pobiegli.


(Furisso? Dokończysz?)

sobota, 8 lutego 2014

od Paris

Obudziłam się na świerzym sienie. Ach! Jak słońce dzisiaj mocno świeci! Podeszłam do okna. Na paswisku galopowali już Lajla i Jezzy. Czemu ja i Turynek nie możemy wychodzic wcześniej? Powoli podeszłam do drzwi boksu aby nie obudzić smacznie śpiącego Turyna. Nagle usłyszałam jakieś kroki. To stajenny przechadzał się i patrzał czy z każdym koniem jest wszystko dobrze. Musiałam stawać dęba aby zobaczyć co się dzieje na korytażu. Zza mnie dochodziły odgłosy łamanej słomy. Odwróciłam się.
-Turynek! Mogłeś jeszcze pospać. Wychodzimy za godzinę. Pani Joanna przyjdzie nas karmić tym ochydnym mlekiem w proszku!
-Ble. Czemu znowu? Chodźmy na dwór!
-Braciszku. Nie możemy. Boks zamknięty. Innego wyjścia nie ma. - odpowiedziałam
Nagle usłyszałam głos pani Joli. Szła do nas. Odwarła boks i weszła do środka trzymając w ręku
dwie pełne ochydnego mleka butelki.
-O słodziaki. Za tydzień już będziecie mieć jak Lajla i Jezz.
Turyn wesło wierzgnął a ja stanęłam bęba. Musieliśmy wypić to ochydne mleko.
Kiedy już wypiliśmy pani Jola wzięła nas na uwiązy i zaprowadziła na pastwisko dla źrebaków.
Od czasu karmienia przybyła tam też Jaśmina. Czemu nie bylo reszty źrebiąt? Podbiegłam do Lajli i Jezza jedzącego smętnie trawę.
-Lajla? Czemu nie ma reszty źrebiąt? - zapytałam
-Mówisz o Rosie,Grassu i Poezji? Zaraz przyjdą - odpowiedziała
-A Pewniak,Locky,Cherry,Clarie,Donia,Marry,Quil i Tariva? - zapytałam
-Pewniaka sprzedali , Locky poszedł na szkłókę do Jacksovill razem z Tarivą.
Marry i Quil poszli do szkółki jeździeckiej w sąsiedniej stajni. Donia
pojechała do weterynarza a Clarie i Cherry pojechali do Rumuni aby tam rozwijać ich
talent. - odpowiedziała Lajla a co drugie słowo było słuchać rozpacz
-Musieli wyjeżdżać? - zapytała czując smutek
-Widocznie tak. Na ich miejsce przyjdą nowi. Polubisz ich - odpowiedziała starając się pocieszyć i siebię
i mnie ale raczej jej to nie wychodziło. Obejżałam się wokoło. Turyn wesoło bawił się z Jezzym. A Jaśmina
skakała przez płotki i biegając po łące śmiała się.
-Pójdziemy do niej? - zapytałam
-Tak. Nie martw się. Jeszcze tu wrócą.

od Seleny

Wstałam o 8:30,jak dla mnie to normalnie.Nagle za rogu wyłoniła się Sabrina z uśmiechem i z różową wstążką. Nie przeszkadzały mi ozdóbki,ponieważ od kiedy urodziłam Heliosa to Sabrina i Karina ozdabiały Heliosa i mnie ozdóbkami różnego rodzaju.Trenowałam z Sabriną,kiedy dojechały do nas Karina i chyba Malika.
-To może zawody?
-Dobra,a od kąt do kąt?-zapytała Malika
-Na torze wyścigowym, 2 okrążenia.Może być?-zapytała Karina
-Pewnie.Na tor wyścigowy dziewczyny!-krzyknęła Sabrina
Ruszyłyśmy na tor wyścigowy.Ustawiłyśmy się,miałyśmy ruszyć,ale nagle ktoś krzyknął:
-Malika!Chodź na trening!
-Dobra!Pa dziewczyny.No Czarna na trening jedziemy.
-Pa Malika!-powiedziały razem Karina i Sabrina.
-To na trzy ruszamy,raz....-zaczeła odliczać Sabrina
-Dwa...
-Trzy i start!-krzyknęły razem
Ruszyłyśmy,tak do wieczora śwcigaliśmy się.A potem ja latałam do 22 na pastwisku(nie czułam zmęczenia),a Helios poszedł spać równo ze słońcem.

piątek, 7 lutego 2014

od Rozali

Ostatnio nie mogłam znaleść spólnego języka z Kasią.Dzisiaj jej rodzice mieli ocenić moją i Kasi prace oraz postępy oswajania Spirita.Kasią mnie osiodłała,a Spirita przywiązała do słupka przy wodopoju.Patrzył na to wszystko.Kasia wsiadła na mnie,czułam jej zdenerwowanie.Ruszyłyśmy na przeszkody,prawie wszystkie dobrze,tylko ostatnią rzuciłam belkę.Wszyscy byli zadowoleni,oprócz taty Kasi.Powiedział:
-Może być,ale Spirit pewnie lepiej wyjdzie.
-Ja sądzę że Kasia i Rozalia wyszły świetnie.-powiedziała mama Kasi
Lubiałam ją,była taka miła i wesoła oraz doceniała mnie.Kasia wzięła mnie do wodopoju i powiedziała:
-Dobrze nam poszło Rozalio,tylko tak dalej a uda nam się żadnej nie zwalić.Chodź Spirit.
Więła Spirita  i mnie na maneż.

  (Spirit. A co dalej?)

od Furissa

Kiedy dołączyłem zakochałem się w pewnej pięknej klacz.... była to Galaxy. Kiedy była na łące zawsze nie mogłem się na nią napatrzeć. Była jednym słowem PIĘKNA. Musiałem zebrać się na odwagę. Więc podszedłem do pasącej się klaczy i powiedziałem:
-Heeeejjjj...jestem Furisso-powiedziałem wahająco
-Ja jestem Galaxy-odpowedziała
-Jesteś nowy?-zapytała po chwili
-Tak...-odpowedziałem
Nagle się przewróciłem Galaxy popadła w śmiech. Potem obydwoje już się śmialiśmy na całego.
-Jesteś zabawny-powiedziała
-Dzięki-odowedziałem uśmiechając się
-Może lepiej się poznamy?-zaproponowałem

(Galaxy?)

od Pearl

Obudziłam się rano jak zwykle. Popatrzyłam na zegar wiszący na ścianie stajni. Juz była dziesiąta. Coś ostatnio zaczynam przesypiać długie godziny. Popatrzałam na żłób. Był pełny. Podeszłam do niego i zjadłam smakowity owies. Nagle mój boks zaczął się otwierać. Odwróciłam się. Kto to? Zdziwiłam się gdzyż zamiast pani Zofii zobaczyłam w boksie może 15-letnią dziewczynę. Podeszła do mnie i pogłaskała mnie. Wyglądała na sympatyczną.
-Ale z Ciebię piękny arab - powiedziała
Do boksu podeszła pani Zofia.
-Osiodłaj ją i przyprowadź na halę skokową. Zobaczysz jak ci się na niej jeździ bo może faktycznie
jest lepsza od Richy jeśli chodzi o materiał na zawody - powiedziała
Pani Zofia poszła do Richy a dziewczyna wzięła szczotki i zaczęła mnie czyścić.
-Lena! Uważaj przy popręgu!- dobiegł głos pani Zofii z sąsiedniego boksu Richy
Po kilku minutach Lena skońćzyła czyszczenie i siodłanie.
-Już jestem gotowa! - zawołała Lena
Pani Zofia podeszła do naszego boksu gotowa do jazdy z Richą w ręku.
-Idźmy na halę skokową - powiedziała pani Zofia i ruszyła stępem do hali
Lena wzięła mnie i poszła za Richą.
Na hali Lena wsiadła na mnię a Zofia na Richę. Po rozstępowaniu i kłusie Malika jedna dziewczyn chodząca
do szkółki jeździeckiej pani Zofii rozstawiła przeszkody o wysokości  1,20m.
-Pani Zofiu! Pearl skakała już takie przeszkody? - zapytała Lena
-Oo Lena. Pearl skakała 1,70m  - odpowiedziała
Po paru odanych przeszkodach Lena pojechała na spacer do lasu. Pani Zofia i Richa miały jeszcze
godzinę treningu.
-Och Pearl! Będę cię dzierżawić! Jesteś super! Jeszcze lepszego konia nie miałam! - powiedziała cicho
Lena przytulając mi się do szyi.
Po spacerze poszłam do boksu , a Lena rozsiodłowując mnie cału czas mnie głaskała i karmiła
marchwią. Ja też ją bardzo polubilam. Była taka kochana! Cały czas tyrpałam ją nosem i dla
żartu parskałam i chodziłam w miejscu. Poprostu jesteśmy dla siebie stworzeni!



czwartek, 6 lutego 2014

od Alana

Byłem jak zawsze  w boksie lub na pastwisku albo na treningu z panią Agatą.Pewnej przejaszczki pojechaliśmy dalej niż zwykle,pani Agata zatrzymała mnie pod starą wiśnią,dała mi marchew i przywiązała mnie do tej starej wiśni.Po chwili powiedziała smutno:
-Posłuchaj mnie Alan.Wiem że masz tu rodzinę;partnerkę i dwie córki Maję i Czarną oraz twoją siostrę Rozalię,że chcesz być z nimi do końca i dłużej,ale wkrótce rozłączycie się na.....
"Chwila co?Ale jak niby się rozłączymy? Na ile? Kto nas rozdzieli i dlaczego? Czemu Agata mi to mówi?Czyżby chciała mnie z rodzinną rozdzieli na zawsze?"-tak rozmyślałem bojąc się dalszych słów pani Agaty.
-Na....zawsze.Wiem,że pewnie ciebie to strasznie boli Alan,ale jestem chora na pewną chorobę,która nie pozwala mi na opiekę nad tobą.Jesteś sprzedany rodzinie w Rosji,za miesiąc wezmą ciebie na zawsze do swojego kraju.Rozalia tu zostanie,bo jest Kasi.
Byłem szokowany i przez 5 godzin nie mogłem wyjść z szoku.Na pastwisku spotkałem  Maję i Czarną,zapytały mnie zaniepokojone:
-Tato co jest?
-Wyjeżdżam za miesiąc do Rosji,kupili mnie. Nie chce was zostawić na zawsze,ale nie mam wyjścia.Na razie nie mówcie cioci i mamie.Sam im powiem córeczki.
-Jeśli chcesz to ja mogę powiedzieć mamie tato.-powiedziała Czarna
-A ja cioci.-powiedziała Maja
-Nie córeczki,sam im powiem.
-Dobrze tato.-powiedziały razem
Malika zawołała Czarną,a Maja poszła na swój trening.Ja szukałem siostry i Amali,ale tak na prawdę nie chciałem ich znaleść.

od Amali

Byłam w boksie. O 6 przyszedł stajenny i dał mnie na pastwisko,wszystko było jakoś ostatnio nudne,takie same.Trochę było trochę dla mnie za normalnie,chciałabym żeby coś się stało ciekawego w stajni.Podobno Praga miała jechać do Niemczech.Biedny Various,nie wiadomo za ile Praga wróci i co będzie się z nią działo.Rozejrzałam się,nie widziałam Alana.Dziwiło mnie to trochę,bo on zawsze był rano na pastwisko lub wyjeżdżał w teren kiedy byłam rano na pastwisku.Tak czekałam 2 godzinny na niego, niestety się nie pojawił,martwiłam się o Alana.Zobaczyłam Rozalię przygaszoną,zarżałam.Rozi spojrzała na mnie,ale zanim zdążyła mi odpowiedzieć stajenny pociągnął za sznur."Gdzie jest Kasia?Co jest z tą Kasią?Chyba nie zapomniała o Rozi?"-pomyślałam.
Nagle Kasia wróciła z Spiritem,to było dziwne.Czemu Kasia szła z samym Spiritem a nie z Rozi.Rozalia tylko smutno spojrzała na Kasię,Kasia na Rozi,a Spirit  był nie zorientowany w tej sytuacji.Co było grane pomiędzy Kasią a Rozi? Na pastwisku nikogo nie było i nie doszedł aż do wieczora,a wieczorem wróciłam do boksu i poszłam spać.

od Various'a

Obudziłem się. Było rano. Nie zauważyłem która godzina. Przszedł do mnie stajenny.
-No Various. Mistrzu. Praga jest w ciąży!
Nadstawiłem uszy bo może stajenny się pomylił ale nie. On mówił serio. Wziął mnie na uwiąz i wyprowadził w boksu. Nagle zobaczyłem Pragę. Wchodziła do przyczepy. W ostatniej chwili wyrwala się i podbiegła do mnie.
-Praga! Nieznośny koniu! Zawsze gdzieś uciekasz! - Wrzasnęła jej żałosna właścicielka
Praga bojąc się bata posłusznie wróciła ale stajenny podszedł do przyczepy i zapytałem Pragi:
-Ty wyjeżdżasz?
-Tak. Jadę do stajni w Niemczech. Tam będę rok a kiedy tu przyjadę to źrebak będzie już na świecie.
Weronika jednak ma na głowie swoje arabki i nie nie chce źrebaka. Nie wiem czemu. Mówiła że go
nie kocha i będzie tylko obciążeniem - powiedziała zrospaczona
-Nie martw się. Przyjedziesz. Wychowam źrebaka na champona. Musi być championem bo inaczej też nie będzie mógł tutaj zostać. Wiesz jacy wszyscy tutaj są. Nawet Rose i Grassa sprzedają. Poezja tylko zostaje bo jest piękna i ma talent. - powiedziałem 
-Cześć Various. Będę tęsknić.
-Ja też. Pa. -powiedziałem i odszedłem szubkim krokiem jakby mnie ktoś chcial w stepie dogonić.
Stajenny jednak pociągnoł za sznur.
-Var! Gdzie się wybierasz! To jest stajnia a nie padok!  - wrzasnął 
Poszłem posłusznie w stronę w którą zmieżał stajenny. Na padok.