sobota, 10 maja 2014

od Secretariata

Dzień jak co dzień. Wypuścili nas na pastwisko, wesoło skubaliśmy trawę.. Ale coś było nie tak.. Chodziłem po pastwisku obserwując konie, jakby normalnie, ale czegoś brak... No tak! Faint!
- Faint! Faint!
Ujrzałem konia, który wyglądał dokładnie tak, jak Faint, ale jakby osłabiony..
- Faint..
- Secretariat?
- Tak, to ja.. Co się stało?
- Nic nie widzę, nie wiem..
- Jak to? Faint!
- Nic, a nic..
Zatkało mnie.. Faint kochała biegać i na pastwisku prawie nigdy nic nie jadła, tylko biegała sama, z innymi końmi równie kochającymi biegać lub ze źrebakami. A teraz nic. Stała w rogu pastwiska. Nagle ruszyła, najpierw stępem, później kłusem. Chodziła tylko wzdłuż płotu. Zagalopowała. Jeden krok, drugi, trzeci..
- Faint!
Klacz upadła i obróciła się parę razy na ziemi. Biegłem ile sił w jej stronę. Za chwilę na pastwisko weszła Tiffany, która właśnie brała Mohylew na przejażdżkę. Biegła bardzo szybko, w sumie nic dziwnego bo kiedyś była zawodową biegaczką. Dobiegłam do Faint pierwszy. Pochyliłem się nad nią, a ona delikatnie otworzyła oczy.
- Faint..
- Secretariat.. Ja.. Ja nie dam rady...
- Co jest?
- Bałam ci się to powiedzieć, bo wiem że jesteś zakochany w Harvey...
- Co się stało?!
- Nie mogę..
- Faint, co się dzieje?
W tym momencie przyleciała Tiffany.
- Och Faint, nic ci nie jest? Już zadzwoniłam po weterynarza.. Wszystko w porządku?
Faint zamknęła oczy. Za chwilę na pastwisko weszła pani Zofia z dziećmi. Kazała dzieciom odganiać konie od Faint, by jej nie dręczyły. Dziewczynki zabrały się do pracy. Ja upierałem się najmocniej. We dwie złapały mnie za kantar i próbowały odciągnąć, ale nie dały rady i za chwilę dołączyli do nich pani Zofia i jej mąż. Razem jakimś cudem odprowadzili mnie w sam róg pastwiska. Po chwili zjawił się weterynarz i tylko spojrzał na Faint i kazał załadować ją do przyczepy. W końcu mnie puścili, a ja co sił pobiegłem pod ogrodzenie.
- Faint!
- Sec...
- Co chciałaś mi powiedzieć?
- Ja.. Ja.. Ja jestem w ciąży!
Stanołem jak wryty. Patrzyłem pustym wzrokiem na przyczepę. Zamknęli rampę i za chwilę przyczepa ruszyła.
- Och Secretariat, wszystko będzie dobrze..
- Nie Moh.. NIC już nie będzie dobrze..
- Ja muszę ci coś powiedzieć..
- Co?

<Moh?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz