Dzień jak co dzień. Wypuścili nas na pastwisko, wesoło skubaliśmy trawę.. Ale coś było nie tak.. Chodziłem po pastwisku obserwując konie, jakby normalnie, ale czegoś brak... No tak! Faint!
- Faint! Faint!
Ujrzałem konia, który wyglądał dokładnie tak, jak Faint, ale jakby osłabiony..
- Faint..
- Secretariat?
- Tak, to ja.. Co się stało?
- Nic nie widzę, nie wiem..
- Jak to? Faint!
- Nic, a nic..
Zatkało mnie.. Faint kochała biegać i na pastwisku prawie nigdy nic nie jadła, tylko biegała sama, z innymi końmi równie kochającymi biegać lub ze źrebakami. A teraz nic. Stała w rogu pastwiska. Nagle ruszyła, najpierw stępem, później kłusem. Chodziła tylko wzdłuż płotu. Zagalopowała. Jeden krok, drugi, trzeci..
- Faint!
Klacz upadła i obróciła się parę razy na ziemi. Biegłem ile sił w jej stronę. Za chwilę na pastwisko weszła Tiffany, która właśnie brała Mohylew na przejażdżkę. Biegła bardzo szybko, w sumie nic dziwnego bo kiedyś była zawodową biegaczką. Dobiegłam do Faint pierwszy. Pochyliłem się nad nią, a ona delikatnie otworzyła oczy.
- Faint..
- Secretariat.. Ja.. Ja nie dam rady...
- Co jest?
- Bałam ci się to powiedzieć, bo wiem że jesteś zakochany w Harvey...
- Co się stało?!
- Nie mogę..
- Faint, co się dzieje?
W tym momencie przyleciała Tiffany.
- Och Faint, nic ci nie jest? Już zadzwoniłam po weterynarza.. Wszystko w porządku?
Faint zamknęła oczy. Za chwilę na pastwisko weszła pani Zofia z dziećmi. Kazała dzieciom odganiać konie od Faint, by jej nie dręczyły. Dziewczynki zabrały się do pracy. Ja upierałem się najmocniej. We dwie złapały mnie za kantar i próbowały odciągnąć, ale nie dały rady i za chwilę dołączyli do nich pani Zofia i jej mąż. Razem jakimś cudem odprowadzili mnie w sam róg pastwiska. Po chwili zjawił się weterynarz i tylko spojrzał na Faint i kazał załadować ją do przyczepy. W końcu mnie puścili, a ja co sił pobiegłem pod ogrodzenie.
- Faint!
- Sec...
- Co chciałaś mi powiedzieć?
- Ja.. Ja.. Ja jestem w ciąży!
Stanołem jak wryty. Patrzyłem pustym wzrokiem na przyczepę. Zamknęli rampę i za chwilę przyczepa ruszyła.
- Och Secretariat, wszystko będzie dobrze..
- Nie Moh.. NIC już nie będzie dobrze..
- Ja muszę ci coś powiedzieć..
- Co?
<Moh?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz