- To Secretariat jest ojcem..
- Jak to?
- Normalnie..
- Och Faint..
Tiff złapała Moh i wyszła. Za chwilę przyszła z Secretariatem.
- Faint!
- Sec..
- Co się stało?
- Jestem w ciąży..
- Z kim? Kto jest ojcem?
- Ty..
- Ja?
- Tak..
Rozmawiałam z nim jeszcze chwilę, a potem Tiff wyszła także z nim. Już nie wróciła. Zmęczona zasnęłam, następnego dnia weterynarz przez chwilę mnie badał. Zadzwonił i zapakował mnie do przyczepy.
- Wracasz do domu malutka. Uważaj na siebie. Jego pracownik wsiadł do auta i za chwilę już jechaliśmy. Zdrzemnęłam się. Obudziło mnie uderzenie. Rampa otworzyła się za moimi nogami i przechyliła się w bok, wyleciałam i usłyszałam konia.
- Uciekaj stąd Faint!
To Sonato. Kopnął mnie i upadłam. Ciężko oddychałam. Usłyszałam walenie w drzwi od boksu i za chwilę usłyszałam Secretariata. Sonato jeszcze raz próbował mnie kopnąć. Tym razem nie trafił we mnie. Secretariat mnie osłonił.
- Sonato! Co ty wyprawiasz?!
- Zejdź mi z drogi!
- Ona jest w ciąży! Ty idioto!
- Idź stąd!
- Nie! To ty stąd idź. Ogarnij się! Ona przez ciebie może umrzeć!
Oddychałam coraz ciężej. Stajenni zaczęli odciągać Sonato, ale on uparcie im się wyrywał. W końcu zaciągnęli go na pastwisko i tam zamknęli.
- Faint.. Nic ci nie jest
Nie miałam siły by odpowiedzieć. Zamknęłam oczy.
- Nie! Faint! Zostawcie mnie!
Zaczął się oddalać. Usłyszałam zamknięcie od boksu. Już go przy mnie nie było. Słyszałam jak kilka osób niespokojnie rozmawia obok mnie, a Sonato dalej dziczał..
<Sonato?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz