niedziela, 31 marca 2013
od Nadzieji
Sorento był bardzo pewny siebie. Chyba nie wiedział komu rzucił rękawice... Chyba każdy słyszał o mistrzu wyścigowym,o zwycięzcy tysiąca nagród, o ogierze z najlepszym rodowodem, czyli po prostu o Kosmanie. To nie było zabawne... Gdy odprowadzałam brata na tor miałam dziwne przeczucia. Z daleka słyszałam tylko głos: Proszę państwa za chwilę konie wystartują, zaledwie za 3,2 i usłyszałam strzał pistoletu. Ogiery ruszyły. Sorento ruszył jakby go tornado goniło. Wypowiedziałam cicho słowa: Bracie nie tak szybko, nie będziesz miał sił na później... Nie skupiałam się na niczym innym jak na nogach Kosmana. Poruszał się z gracją.Nie mogłam pogodzić się z tym, że kiedyś byliśmy parą... Gdyby nie ja chłopcy nie ścigaliby się tu teraz... Walczą o mnie! Postarałam się nie uronić łzy... Zerknęłam chwilę na Sorento. Ledwo przymknęłam oko a zobaczyłam jak brat pedzi. Krzyknęłam całkiem glośno: Nie wyrobisz się na zakręcie. ZWOLNIJ!!! Sorento poślizgnął się i zrobił fikołka. Nie ruszał siię. Kosman tylko go wyśmiał i pobiegł dalej. Ja zerwałam się z uwiązu przeskoczyłam ogrodzenie i biegłam do niego ile sił w nogach. Gdy tam dotarłam weterynarz postawił już diagnozę: Nie widzę dla niego przyszłości. Będzie umierał i się męczył. Możemy go uśpić, oczywiście za pana zgodą. Pan odpowiedział: Tak. Wtedy upadłam. Śniło mi się dzieciństwo moje i Sorento... Jak byliśmy bezmyślnymi źrebami. Obudziłam się, a na moim grzbiecie leżała nasza pani. Płakała. Powiedziała do mnie: Idziemy na pogrzeb idziesz z nami? Szybko wstałam. Po pogrzebie chciałam tylko zasnąć i przypomnieć sobie ten sen... Niestety sen nie wrócił, lecz przez kolejne 6 dni Sorento przychodził do mnie we śnie i mówił: Wygrałbym, gdyby nie ten zakręt...
Prawda, że smutna historia? Teraz poznaliście już historię mojego niezwyciężonego brata Sorento.
Od Karuzo -Cd Amali
- Dziękuję. - odpowiedziałem butnie i zacząłem skubać rosnącą nieopodal trawę. Klacze zrobiły to samo. Jedliśmy w milczeniu, aż w końcu zawołałem:
> - Dziewczyny? Ścigamy się? - zapytałem i dumnie podniosłem głowę pewny swojego zwycięstwa. Klacze popatrzyły na mnie nie pewnie zastanawiając się, ale w końcu kiwnęły głowami.
> - Okey. - odpowiedziały chórem. Richa narysowała na ziemi kopytem prostą linię, która miała posłużyć jako metę. Na "1", "2", "3" i "START!"... wystartowaliśmy. Wyścig nie był długi, bo ścigaliśmy się po jednego końca padoku do drugiego, lecz i tym razem wygrałem.
> - Gratulacje, dziewczyny. - uśmiechnąłem się do nich. Amalia odwzajemniła uśmiech, tylko Richa była trochę zła (nawet nie wiem dlaczego...).
> - Jeszcze raz! - powiedziała z naciskiem Richa.
> - Nie, wolę odpocząć. - oznajmiłem i skierowałem kroki do stajni.
> - Ja też. - przytaknęła mi Amalia i pobiegła za mną. Richa została, ale nie długo. Zaraz także nas dogoniła.
>
> <Richa? Amalia? Któraś z was?>
Od Amali - Gratulacje
Wyciągnęli mnie na wybieg,zobaczyłam Karuzo i Riche,podeszłam do nich i powiedziałam:
Gratuluję Ci za wygraną w zawodach Karuzo i tobie też Richa za drugie miejsce.-powiedziałam
(Kazuro dokończysz?)
Od Karuzo - CD Richy
- Gniewam się, ale nie tak bardzo. - oznajmiłem wyniośle i odszedłem. Richa może nie zachowała się najlepiej, ale nie zaraziło mnie to. No... może trochę. Bo nerwowej klaczy nie chciałbym mieć jako partnerki. Ale może być jako przyjaciółkę. Słońce lekko chyliło się ku zachodowi. Biegałem po pastwisku, a potem stajenny zaprowadził mnie do stajni i zamknął za mną drzwiczki od boksu. Chwilę stałem w ciszy, zjadłem siana i napiłem się wody, a potem zapadłem w błogi sen.
Od Richy - zawody
Szykowałam się na zawody.Ja i moje siostra byliśmy już osiodłane.Poszliśmy na rozstępowanie.Kiedy już to zrobiliśmy umieścili mnie,siostrę,Kryształa i Karuza w bramkach startowych.
START!
Biegliśmy wszyscy równo.Karuzo wyprzedził w jednej chwili wszystkich o 2 długości.Kryształ remisował ze mną , a Pearl została na końcu.Biegliśmy tak przez jakieś 2 minuty.Potem zaczęłam wyprzedzać Kryształa ale on tak łatwo się nie dał.Szybko pobiegł jeszcze szybciej wyprzedzając mnie o 1 długość.
-Szybciej Riszka -zawołał dżokej siedzący na mnie.
Szybko zremisowałam z Kryształem.
Dobiegliśmy do mety.
Karuzo już tam był.On wygrał.My z Kryształem mieliśmy remis a po chwili dołączyła do nas Pearl.
Ale był wyścig.Szybki i z szaleństwami. : )
START!
Biegliśmy wszyscy równo.Karuzo wyprzedził w jednej chwili wszystkich o 2 długości.Kryształ remisował ze mną , a Pearl została na końcu.Biegliśmy tak przez jakieś 2 minuty.Potem zaczęłam wyprzedzać Kryształa ale on tak łatwo się nie dał.Szybko pobiegł jeszcze szybciej wyprzedzając mnie o 1 długość.
-Szybciej Riszka -zawołał dżokej siedzący na mnie.
Szybko zremisowałam z Kryształem.
Dobiegliśmy do mety.
Karuzo już tam był.On wygrał.My z Kryształem mieliśmy remis a po chwili dołączyła do nas Pearl.
Ale był wyścig.Szybki i z szaleństwami. : )
Święta!
Z okazji świąt Wielkanocnych,życzę wszystkim koniom i ich właścicielom dużo zdrowia,szczęścia i spełnienia marzeń.
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!
sobota, 30 marca 2013
Koniec zawodów!
Widzę że ankiety się raczej już nie zmienią więc ogłaszam koniec zawodów!
Zawody w wyścigach wygrał Karuzo!
Zawody w skokach Havana!
Zawody w ujeżdżaniu Richael!
Gratulacje!
Ale pokazy się jeszcze nie skończyły więc jeszcze można wygrać!
Konie które wygrały muszą napisać o swojej wygranej!
Inne mogą ale nie muszą!
W zakładce ''grafika'' można podziwiać jak się starali nasi zawodnicy!
Dziękuje za uwagę!
Zawody w wyścigach wygrał Karuzo!
Zawody w skokach Havana!
Zawody w ujeżdżaniu Richael!
Gratulacje!
Ale pokazy się jeszcze nie skończyły więc jeszcze można wygrać!
Konie które wygrały muszą napisać o swojej wygranej!
Inne mogą ale nie muszą!
W zakładce ''grafika'' można podziwiać jak się starali nasi zawodnicy!
Dziękuje za uwagę!
Od Richy
Pasłam się na łące.Kiedy zza płotu zobaczyłam Karuzo.
-Cześć -powiedziałam
-O cześć.Widzę że jesteś dziś w dobrym humorze co?
-Tak a co? -odpowiedziałam trochę zdziwiona
-Ostatnio byłaś jakaś niemrawa. -odpowiedział
-Co ja?!
-Nie, ja.Oczywiście że ty!
-He idę się popaść.
Parsknęłam i odbiegłam od płotu.
-Ej zaczekaj!-wrzasnął Karuzo
Zatrzymałam się i podeszłam do niego
-Może rzeczywiście jestem taka niemrawa-przyznałam
-Spokojnie nie ma sprawy -odpowiedział
Popatrzyłam na niego.Nie wyglądał na zdenerwowanego.
-Gniewasz się na mnie?-zapytałam
(Karuzo dokończysz?)
-Cześć -powiedziałam
-O cześć.Widzę że jesteś dziś w dobrym humorze co?
-Tak a co? -odpowiedziałam trochę zdziwiona
-Ostatnio byłaś jakaś niemrawa. -odpowiedział
-Co ja?!
-Nie, ja.Oczywiście że ty!
-He idę się popaść.
Parsknęłam i odbiegłam od płotu.
-Ej zaczekaj!-wrzasnął Karuzo
Zatrzymałam się i podeszłam do niego
-Może rzeczywiście jestem taka niemrawa-przyznałam
-Spokojnie nie ma sprawy -odpowiedział
Popatrzyłam na niego.Nie wyglądał na zdenerwowanego.
-Gniewasz się na mnie?-zapytałam
(Karuzo dokończysz?)
Uwaga!
Za 5 dni kończy się ankieta!
W wyścigach prowadzi Karuzo.
W skokach prowadzi Havana.
W ujeżdżani obie klacze remisują.
Jeśli za 5 dni będzie nadal remis trzeba zrobić dogrywkę!
W wyścigach prowadzi Karuzo.
W skokach prowadzi Havana.
W ujeżdżani obie klacze remisują.
Jeśli za 5 dni będzie nadal remis trzeba zrobić dogrywkę!
Uwaga!
Został dodany nowy rodzaj zawodów!
To pokazy/wystawy koni czystej krwi!
Została także dodana zakładka ''pokazy'' gdzie można obejrzeć jak prezentowały się konie na wystawach.
Zapraszam do oglądania i głosowania!
To pokazy/wystawy koni czystej krwi!
Została także dodana zakładka ''pokazy'' gdzie można obejrzeć jak prezentowały się konie na wystawach.
Zapraszam do oglądania i głosowania!
Od Elektora
Pewnego zimowego dnia byłem w boksie i jadłem sobie sianko,niestety,ta przyjemność nie trwała długo...Jakaś dziewczyna rozmawia przed boksem z moim właścicielem.
-Myślę że nie ma problemu,ja wyjeżdżam więc i tak nikt by się nim nie zajmował,a tak to przynajmniej będzie miał towarzystwo!
-Doskonale,więc jesteśmy umówieni panie Finkel .Czy mogę go dosiąść?
-Tak, ale uważaj bo dzisiaj podłoże nie służy końskim kopytom.
-Dobrze.
-No to do pracy!
Po tych słowach dziewczyna weszła do boksu i bezczelnie oderwała mnie od sianka!!Byłem mocno zaniepokojony i wręcz się bałem,bo przecież czemu Finkel miałby wyjeżdżać?!Kiedy mnie wyciągnęła popatrzyła się na mnie surowo i poszła do siodlarni.Najchętniej kopnął bym ją tak mocno,że by do Afryki doleciała,na szczęście jakimś cudem się opanowałem.Jeszcze bardziej zdziwiłem się kiedy w ogóle mnie nie wyczyściła!!Od razu zaczęła mnie siodłać, chociaż czułem że mam straszne sklejki pod popręgiem.Próbowałem jej to dać do zrozumienia, ale oberwałem jedynie mocno batem i to wszystko.Gdy już z całej siły dopięła popręg i wsiadła,poczułem jak wszystko mnie uwiera(...)Kierowała mnie wprost na wielkie zamarznięte muldy śniegu i lodu.Teraz przeraziłem się na dobre,wiedziałem że dobrze to się nie skończy!Próbowałem je wyminąć,ale dostałem jeszcze mocniejszego bata.Nie mówiąc już o tym że miałem zapewne już zdartą skórę.Kiedy wkroczyłem ostrożnie w muldy ona mnie popędziła i w tym momencie straciłem równowagę i..nieznajoma zleciała.poczułem ulgę,ale zakopałem się w muldach.Po chwili znalazł się na miejscu zatroskany Finkel i dwoma ludźmi(...)Okazało się że mam naciągnięty mięsień i mocno zdartą skórę.Na szczęście właściciel powiedział że już nigdy nikomu mnie nie odda i że nigdzie nie wyjeżdża.Byłem bardzo zadowolony i szczęśliwy!
od Leny - jak tu dotarł Elektor
Pewnego dnia kiedy galopowałam wśród pastwisk,( Byłam wtedy nowa i zagubiona)dojrzałam szczelinę w ogrodzeniu i ponieważ nikogo nie było postanowiłam się wybrać na małą przechadzkę po okolicznych lasach(...)
Kiedy tak kłusowałam tak po lasach widziałam sarenki, jelenie,wiewiórki i wiele innych.Niestety patrząc na te wszystkie piękności zagapiłam się i wylądowałam w zupełnie nie znanym miejscu(...)W końcu po kilku godzinach doszłam na małą polankę.W tym momencie zza drzew wyłonił się piękny ogier i spytał Lenę.
-Skąd tu się wzięła taka dama jak ty?!
-Jestem z pobliskiej stadniny i zabłądziłam,wiesz może jak się tam dostać???
-Oczywiście że tak.W końcu jak można odmówić tak pięknej dziewczynie!!
Wtedy bardzo się ucieszyłam,nieznajomy ogier był dla mnie strasznie miły i przez całą drogę rozmawialiśmy.Podobno nazywa się Western i służy na polu...Gdy już dotarliśmy na miejsce bardzo mu podziękowałam i...rozstaliśmy się(niestety).Okazało się że cała stajnia mnie szukała.Wszyscy bardzo się ucieszyli na mój widok(...)
Tydzień później odwiedził nas Western.Mieliśmy akurat zawody skokowe...A on ku zdziwieniu wszystkich postanowił wystartować i ...WYGRAŁ!!!Wtedy został doceniony i stajnia postanowiła go odkupić,w tedy dołączył do nas Western czyli obecnie Elektor...
Bardzo się ucieszyłam i od tego czasu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
piątek, 29 marca 2013
Od Ameli - jak tu dotarłam
Jak zazwyczaj byłam sama na padoku, ponieważ byłam jak to człowiek powiedział,że jestem zbyt narwana.Padok był na prąd i nie mogłam go zerwać.Jak jakiś człowiek otworzy bramę to uciekam.Zobaczyłam,że idzie jakiś człowiek i otworzył bramkę.Wybiegłam jak strzała i staranowałam go po drodze.Po chwili poczułam uścisk na szyi.Zaczęłam się szarpać i wierzgać.Poczułam następną linę na szyi.Zobaczyłam coś znajomego.To przyczepa do przewozu koni.Zaczęłam się bardziej szarpać i wierzgać.Jednak po 2 minutach wepchali mnie do przyczepy w której było ciemno.Usłyszałam pomruk silnika samochodu i ruszyliśmy.Po 2 godzinach dojechaliśmy na miejsce i otworzyły się drzwi.Cofnęłam się do tyłu,ale zarzucili mi na szyje liny i wyciągnęli z przyczepy.Zobaczyłam przed sobą kobietę i się uśmiechnęła.Ciągnęli mnie na wybieg i mnie wypuścili na niego.Rozglądnęłam się do o koła i zobaczyłam że jest ogrodzenie drewniane,nie na prąd.Spróbuje w nocy uciec.Może mi się uda uciec w nocy?Zobaczymy.
od Leny
Kiedy byłam młoda właściciel zobaczył coś co go zachwyciło.Jak wdzięcznie poruszam się lekkim krokiem po pastwisku.Wtedy mnie docenił.Niestety właściciel zmarł i dostałąm sie pod opiekę żądnego pieniędzy i sławy pana de Lorna.On wysyłał mnie na zawody prawie co tydzień.Nie miałam już siły,byłam wycieńczona.Kiedy zobaczył że nie mogę już się poruszać z takim wdziękiem,postanowił mnie sprzedać.Tak trafiłam tu.
Od Richy
Kiedy zaświciłao słońce przez okno mojego boksu wiedziałam że zaraz pójdę na trening.W końcu jestem koniem wyścigowym.Nie mineła nawet minuta gdy stajenny mnie wyprowadził z boksu.Zostałam wyczyszczona i osiodłana a potem wsiadła na mnie Alice.To była 19-latka kochająca konia ze brązową,srebną i złota odznaką oraz osiągnięciami w sporcie.Wsiadła na mnie i pojechaliśmy do lasu.Robiliśmy koła w okłu łaki.Kiedy ztanęliśmy po długim galopie na odpoczynek podjechał do nas Eryk na Kazurze.
-Hej -odezwałam się do niego
-Cześć,już mogę biegać a w zawodach jednak wystartuję! -odpowiedział
-To dobrze-powiedziałam i pobiegąłm z Alice w las a Karuzo z Erykiem na łąki.
Kiedy po długim terenie wruciliśmy do stajni od razu wiedziałam co się dzieje.
Karuzo pszyszedł pierwszy i pokopał się z Casprem.Po prostu norma.
Pszeszliśmy obok nich.Ludzie w tym pan Kuba próbowali ich rozdzielić.Po 20 minutach naszczęście się udało.Ja już byłam w boksie i piłam wodę.
-Hej Pearl-powiedziałm kiedy to ona szła na trening
-Życzę szczęścia!-dodałam
-Hej -odezwałam się do niego
-Cześć,już mogę biegać a w zawodach jednak wystartuję! -odpowiedział
-To dobrze-powiedziałam i pobiegąłm z Alice w las a Karuzo z Erykiem na łąki.
Kiedy po długim terenie wruciliśmy do stajni od razu wiedziałam co się dzieje.
Karuzo pszyszedł pierwszy i pokopał się z Casprem.Po prostu norma.
Pszeszliśmy obok nich.Ludzie w tym pan Kuba próbowali ich rozdzielić.Po 20 minutach naszczęście się udało.Ja już byłam w boksie i piłam wodę.
-Hej Pearl-powiedziałm kiedy to ona szła na trening
-Życzę szczęścia!-dodałam
Niespodzianka! -od kryształa
Galopowałem sobie wesoło na wybiegu. W pewnym momencie podbiegł do mnie Casper.
- Havana cię woła. - Powiedział.
- Teraz, jak widzisz, galopuję sobie. - odrżałem.
- Tak, widzę jak biegasz zygzakiem. - odparł dumny ze swej riposty.
- Dobrze, idę.
- Uparty z ciebie konik Krysztale.
- Och, dziękuję 4 latku. - Mówiłem. Niektórzy uważają, że jestem szczery do bólu inni, że irytujący. Podbiegłem do Havany, nogę jek byście chcieli wiedzieć ma już od dawna zdrową.
- Co tam?
- Byłam u weterynarza. - Oznajmiła.
- O nie, gdzieżeś wlazła?
- Kryształ! Jestem.... - Nie dokończyła.
- Jaka? Ranna, obolała, chora? - Zgadywałem.
- Nie. Jestem w ciąży.
To mnie zamurowało! Chyba teraz muszę dorosnąć.
d Raichel
Ach ten pierwszy dzień w stajni ..... Od razu gdy wyszłam z przyczepy poczułam się jakoś dziwnie .Myślałam w tedy jak tu ładnie i czysto ,ale na co ja komu się przydam ? W następnej chwili jakiś nieznajomy założył mi na głowę pętle i zaciągną do boksu . W boksie też było czysto i sucho , więc wróciłam do rozmyślania . Przecież nikt normalny nie kupił by takiego konia jak ja ! Przecież ja nic nie umiem ,a jednak ... Następnego dnia ten sam nieznajomy wyprowadził mnie z boksu , wyszczotkował i przypiął mi lonże . Potem zaprowadził mnie na halę. Na początku pogłaskał i szeptał coś łagodnym niczym jak słowik głosem .Potem wziął bat i walną nim o piasek . Lekko się spłoszyłam zagalopowałam i bryknęłam ale w końcu się uspokoiłam . Wykonywałam jego polecenia i nawet go polubiłam . Poćwiczyłam z nim jeszcze 30 minut i odprowadził mnie do boksu . Gdy stałam w boksie i zajadałam się pysznościami pan pan przypiął do ściany mojego boksu tablice z moim imieniem i pod spodem napisane było UJEŻDŻANIE . Od tamtego dnia zawsze codziennie trenuje tą dyscyplinę i bardzo to lubie ....
od Kryształa
Wszystkich zabito! Uciekłem, ona też. Klacz, którą kocham. Biegłem w ciemną noc po drodze. Zobaczylem osobę, która zatrzymała mnie. Byłem przestraszony.
- Co ty tu robisz?! - Spytała. - Zaprowadzę cię do stajni.
Popatrzyła na mnie przez chwilę.
- Masz takie piękne oczy! Nazwę cię Kryształ.
- Kryształ! jaki Kryształ! Jestem Frank! - Oburzyłem się.
- Nazywam się Kamila, będę twoją właścicielką. - Ciągnęła.
- Że, co?! Kamila ma w nosie gila. Też ci wymyślę imię. - Rżałem.
- Och, Kryształku. - Mówiła.
- Będziesz Dwa999. Albo po angielsku, będę się chwalił, że znam. Two999. Tak!
Dziewczyna zaprowadziła mnie do stajni, dała siana i wodę. Następnej nocy zajżałem do innego boksu. Zgadnijcie co tam znalazłem!
Od Havany
To najgorsza, a zarazem najlepsza noc w moim życiu. Leżałam skulona pod drzewem. Smutna, przestraszona, bez imienna. Rana na nodze nie dawała o sobie zapomnieć. To rana zrobiona przez niego. Nie wiem jak się nazywał i czy miał satyswakcję z tego, że cięrpie. Zabił wszystkich. najpierw mamę, potem ojca. Nie wiem co się stało z Frankiem. To ogier bliski memu sercu. Piękny. Łagodny. Godny zaufania. Uciekł, jemu się udało. Mi też, nie do końca. Nie chciało mi się już żyć! Nagle zobaczyłam światło. Zbliżało się coraz bardziej. To światło latarki trzymanej przez dziewczynę.
- Nie bój się. - Mówiła łagodnym głosem.
Pomogła mi wstać. zaprowadziła do stajni Championów. Tu było tak cudownie! Zapomniałam o bólu i smutku. Wprowadziła mnie do weterynarza. Ten zawiną mi nogę w bandarz i zaprowadził do oddzielonego boksu. Po chwili usłyszałam znajomy stukot kopyt. Podniosłam się z trudem.
- To Frank! Frank! - Krzyczałam, choć ludzie odbierają to jako rżenie.
Koń odwrócił się.
- Nie jestem już Frank, jestem Kryształ. - Powiedział.
Przyszła moja właścicielka, by nalać mi wody.
- Co, zaprzyjaźniłaś się z Kryształem, Havano?
- Havano? -Zarżałam.
-To pewnie twoje nowe imię. - Tłumaczył Fr...Kryształ. Muszę się przyzwyczaić.
Ludzie mówią na nią Kamila. A ja wymyśliłem jej nowe imię, tak jak ona nam.
- Jakie. -Spytałam.
- Two999.
I tak się tu znalazłam, a Two999 została moją właścicielką.
Od Pearl
Szłam lasem.Byłam w terenie z człowiekiem na grzbiecie.Musiałam ćwiczyć.Za nie długo zawody!
Każdy koń ćwiczy.Każdy oprócz Sonata który jest za dziki nawet na western.Jechał na nie pan Kuba Nowacki. Często tu przyjeżdża,ćwiczy konie ,oporządza konie,porządkuje stajnie i tym podobne.A teraz na mnie jechał.Po 15 minutach wreszcie za kłusowaliśmy.Jechaliśmy przez łąki i pola.Kiedy zagalopowaliśmy Kuba o mało co nie spadł.Miał 30 lat to jakoś się utrzymał.mknęłam przez łąki aż w końcu po godzinie byłam tak spocona że Kuba mnie zatrzymał.
-Bardzo dobrze Pearl -pochwalił mnie i poklepał po szyj.
Po 2 godzinach byliśmy już w stadninie.Kuba mnie wyczyścił,rozsiodłał i wypuścił na pastwisko.
Każdy koń ćwiczy.Każdy oprócz Sonata który jest za dziki nawet na western.Jechał na nie pan Kuba Nowacki. Często tu przyjeżdża,ćwiczy konie ,oporządza konie,porządkuje stajnie i tym podobne.A teraz na mnie jechał.Po 15 minutach wreszcie za kłusowaliśmy.Jechaliśmy przez łąki i pola.Kiedy zagalopowaliśmy Kuba o mało co nie spadł.Miał 30 lat to jakoś się utrzymał.mknęłam przez łąki aż w końcu po godzinie byłam tak spocona że Kuba mnie zatrzymał.
-Bardzo dobrze Pearl -pochwalił mnie i poklepał po szyj.
Po 2 godzinach byliśmy już w stadninie.Kuba mnie wyczyścił,rozsiodłał i wypuścił na pastwisko.
czwartek, 28 marca 2013
Od Caspra
Od Caspra
Urodziłem się na wolności. Dla zwykłych koni urodzonych u ludzi obce jest słowo wolność. Uważają je za niepotrzebne i zbyteczne. Jednak dla mnie wolność to wszystko co tam miałem. Rodzice odeszli. Dotąd nie wiem jak się nazywali. Znałem tylko brata ,Kaliego i moją babcię Krinę. Tylko oni byli moją rodziną.
Mając rok , zapamiętam ten dzień do końca mojego życia ujrzałem ludzi. Byłem jeszcze mały i nieświadomy kim oni są.
-Kto to jest? - spytałem się babci
- To ludzie.. Okropne bestie. Chodzą na dwóch nogach , zabierają koniom wolność! - straszyła mnie
Byłem taki głupi aby uwierzyć w te brednie.. Ludzie natomiast podeszli do mnie i do babci. Klacz odsunęła się. Zostałem sam. Ludzie , te bestie trzymali w ręku linę. Odskoczyłem w bok gdy chcieli mnie dotknąć.
-Poddaj się. Nie warto walczyć - zawołał mój brat
Zrobiłem to. Stałem nieruchomo. Delikatnie włożyli mi pętle na szyję. To wcale nie bolało! Pociągnęli mnie delikatnie za linę. Ruszyłem bez ociągania za nimi. Tak straciłem wolność..
Ludzie jak później się okazało nie byli tacy źli. Przez pierwszy rok od złapania mnie szalałem z innymi źrebakami na pastwiskach. Nigdy nie myślałem aby stąd uciec. Co to to nie! Tu było tak miło i spokojnie.
Gdy skończyłem trzy lata moja właścicielka przyszła do mnie z dziwną rzeczą i włożyła mi to na grzbiet. Do tej dziwnej rzeczy doczepiła coś co spięło cały mój brzuch. Nie było mi wygodnie , ale nie narzekam. Pod pysk podsunęła błyszczący , zimny metal. Wziąłem go do pyska. Włożyła mi uzdę. Pozapinała wszystkie paski. Tak wyglądało siodłanie.
Podeszła z boku do mnie. Nagle wsiadła na mnie. Delikatnym cmoknięciem zmusiła mnie do ruszenia się z miejsca. Ruszyliśmy galopem. Ludzie nie są straszni. Co za brednie opowiadała moja babcia - pomyślałem.
Nagle przed nami ujrzałem przeszkodę. Pani chciała abym ją ominął. Ja jednak rozpędziłem się i skoczyłem. Tak zaczęły się treningi..
Zacząłem startować w skokach. Wiele zawodów wygrywałem. W końcu moja pani musiała mnie sprzedać. Jakaś stajnia zgłosiła się po mnie. Wsiadłem z dumą do przyczepy.
Jechaliśmy jakiś czas. Gdy otworzyły się drzwi przyczepy zauważyłem jakiegoś rozszalałego ogiera. Był cały kary. Stały też gdzieś dwie siwe klacze a przy nich kasztanowaty ogier.
Ludzie wypuścili mnie na pastwisko. Wypróbuje jak tu się biega - pomyślałem
Pomknąłem przez pastwisko. Idealnie! Gdy biegłem jedna z klaczy patrzyła się na mnie.
Chwilę później rozmawiałem nieco z tym kasztanowatym.. Phi.. Od razu wyglądał jakby myślał że chce mu zabrać którąś z klaczy! Haha. Co to to nie. Na razie nie. Na myśl mi nie przyszło by odbierać takiemu Lalusiowi miłość do klaczy.. Heh.. Ciekawie się zapowiada tu życie... Bardzo ciekawie...
Zawody!
Uwaga!
Zaczynają się zawody! Kto chce brać udział niech napisze do ZofZaj lub Natalia i Grazia że chce wziąść udział.
Zaczynają się zawody! Kto chce brać udział niech napisze do ZofZaj lub Natalia i Grazia że chce wziąść udział.
od Pearl - CD Kazuro
Kiedy Kazuro się mnie o to zapytał nie wiedziałam co powiedzieć.
-On..on...Skąd mam wiedzieć!
-No bo wiadomo.On mnie już wkurza.Pearl słuchasz mnie?
-Tak,tak.Słyszysz to?
-Nie zmieniaj tematu Pearl!
-No okej tylko bez nerwów.On tu przyjechał bo jest doskonałym koniem skokowym i tyle.
-Aha a dlaczego tu? A nie mógł naprzykład do Ameryki gdzie są poszczępione klacze?
Chrząknęłam na znak że byłam w Ameryce.
-No dobra już go nie.....będe miły już dla niego.
-Ścigamy się? -zapytałam
-Tak!
-Nie zapomniałeś o czymś?
-Nie!
-O swojej nodze?
-Ah tak no dobra.Za tydzień.
-Yyyy....-zawachał się Kazuro
-Co chciałeś powiedzieć?-zapytaąłm
(Kazuro dokończysz?)
-On..on...Skąd mam wiedzieć!
-No bo wiadomo.On mnie już wkurza.Pearl słuchasz mnie?
-Tak,tak.Słyszysz to?
-Nie zmieniaj tematu Pearl!
-No okej tylko bez nerwów.On tu przyjechał bo jest doskonałym koniem skokowym i tyle.
-Aha a dlaczego tu? A nie mógł naprzykład do Ameryki gdzie są poszczępione klacze?
Chrząknęłam na znak że byłam w Ameryce.
-No dobra już go nie.....będe miły już dla niego.
-Ścigamy się? -zapytałam
-Tak!
-Nie zapomniałeś o czymś?
-Nie!
-O swojej nodze?
-Ah tak no dobra.Za tydzień.
-Yyyy....-zawachał się Kazuro
-Co chciałeś powiedzieć?-zapytaąłm
(Kazuro dokończysz?)
Od Kazuro
Stałem spokojnie w boskie. Nagle przyszedł jakiś mężczyzna z lonżą. "O nie! Akurat teraz? Nie chce mi się wychodzić..." pomyślałem z oburzeniem spoglądając na sznurek trzymany przez człowieka.
- Chodź, piękny. - szepnął delikatnie i wyprowadził mnie z boksu. "Nawet miły. " pomyślałem, dlatego łatwo pozwoliłem się wyprowadzić. - Ależ ty musisz być szybki i silny. - zachwycał się moją elegancką i prawidłową posturą i mięśniami. - Żeby każdy koń był taki jak ty... - westchnął z podziwem i pogładził mnie po boku i jedwabistej, gniadej sierści.
- Smith! Wyprowadź tego konia! - wydarł się ktoś z zewnątrz. Mężczyzna szybko nałożył mi lonżę.
- Wspaniały. - zwrócił się do mnie z przydomkiem. - Wyprowadzę cię teraz na pastwisko, bo inni muszą wprowadzić nowego ogiera, który jest okropnie narwany i mógłby zrobić na przykład tobie krzywdę. - wytłumaczył troskliwie i zaprowadził mnie na padok. Stały tam dwie znajome mi klacze i w najlepsze gadający z nimi ogier. Podszedłem do nie pewnie.
- Cześć, Pearl! Witaj Richa! - skinąłem lekko głową na widok panienek i z namysłem spojrzałem na nowego konia. Był maści plamino wyglądał na dość dzikiego. Nie wiem co klacze widziały w nim takiego wyjątkowego. Strasznie mi wielki elegant. Ja urodziłem się w prawdziwej hodowli, a nie na jakiejś wolności, nikomu do niczego nie potrzebnej. - A ty?
- Ja nazywam się Casper. - odparł oschle, widocznie wyczuł we mnie wroga, czy przeciwnika u klaczy.
- Miło mi. - uśmiechnąłem się na pozór. Casper obiegł padok dookoła. Richa w prost nie mogła oderwać od niego wzroku. Gdybym miał zdrową nogę zrobiłbym to tysiąc razy szybciej. Ze mną nikt nie może się równać i tyle... Mimo wszystko trochę mu zazdrościłem, że ma powodzenie u klaczy.
- Pearl, mogę na słówko? - puściłem oko do klaczy. Chciałem choć trochę wzbudzić u ogiera zazdrość. Obie klacze tak przyglądały się jego ruchom, że można było pomyśleć iż jest bogiem.
- Dobrze. - kiwnęła głową. Poszliśmy w drugą stronę. Ona truchtała obok mnie, a ja szedłem dostojny, delikatnym, wolnym stępę, bo na razie to był jedyny chłód którego mogłem używać.
- Skąd tu się wziął ten Caspian? - zapytałem klaczy, kiedy oddaliliśmy się na tyle daleko, aby nas nie słyszeli.
<Pearl?>
od Sonato
Byłem sam na padoku. A jakżeby inaczej? Odkąd tu przyjechałem zawsze jestem trzymany z dala od innych koni. A dlaczego? Jakiś człowiek mówił, że jestem zbyt narowisty. A jaki mam być, gdy mnie zamykają w ogrodzeniu z nędzną trawą, albo piachem? Dają jedzenie tylko dwa razy dziennie i to w określonych ilościach? Ja się pytam, gdzie są te nieskończenie ogromne stepy trawy, lasy, jeziora? Ach, jak miło powspominać wolność! Ale niestety to już przeszłość. Moje stado... Ciekawe czy dają sobie radę beze mnie? Nie! Dość! Nie mogę się teraz zamartwiać, teraz muszę stąd jakoś uciec! Ogrodzenie jest na prąd, więc nie mogę go zerwać. Niech ktoś tylko otworzy tę bramę... Oho, idzie ktoś. Jakiś człowiek. Czego tu szukasz?! Ale zaraz... Otwiera bramę. Bez zastanowienia taranuję go i wymykam się z ogrodzenia. Ale za chwilę czuję uścisk na szyi. Niech to coś mnie puści! Odwracam się, a tam drugi człowiek trzyma mnie na linie. A niech to! Nikt nie będzie mi rozkazywał! Rzuciłem się na niego, ale w ostatniej chwili poczułem następny uścisk. Drugi człowiek z liną. No nie! I co teraz? Zacząłem się szarpać, stawać dęba i wierzgać. Przed sobą coś widzę. Co to jest? Skądś to kojarzę... Ktoś opuszcza rampę. No tak, to przyczepa do przewozu koni! Chwila... Chcą znów gdzieś mnie przewieźć? O nie! Stanąłem dęba. Już kilku ludzi zaczęło mnie pchać i ciągnąć w kierunku przyczepy. Puszczajcie! Ale niestety nie słyszą. Już mnie załadowali. Teraz jest tu tylko ciemno. Usłyszałem jakiś pomruk. Silnik? Może. Nie obchodzi mnie to. Po godzinie jazdy w końcu otworzyli drzwi. Rzuciłem się do tyłu. Ale znów te pętle zacisnęły mi się na szyi. Czy to się kiedyś skończy? Ale zaraz... Widzę kobietę. Uśmiecha się. Na co się gapisz?! Zaraz ten uśmieszek ci zejdzie z twarzy! Chciałem jej coś zrobić, możliwe, że nawet zabić. Ale poczułem kolejny uścisk na szyi. Niczego mi już to nie wolno?! Znów mnie gdzieś zaciągają. Przed sobą widzę wybieg. Wpuszczają mnie do niego. Rozglądam się dookoła. Ogrodzenie jest drewniane, nie na prąd. Super! Mogę je przełamać! Ale poczekam do nocy, żeby nikt nie zauważył. Tylko czy uda mi się stąd uciec?
Od Richy - CD Kazuro
Ile już tu jesteś ?-zapytał Kazuro
Dwa dni,a właściwie to jeden i pół.-odparłam
Jesteś arabem?-zapytałam
Tak,czystej krwi-odpowiedział Kazuro z westchnieniem
Ja i Pearl też.
Poszliśmy do stajni.Ale drzwi frontowe były otwarte więc podziwialiśmy jak Pearl ćwiczy.
-Ale szybka! zawołał Kazuro kiedy Pearl pobiegła po prostej o mało co nie zrzucając dżokeja.
Właśnie przyszedł weterynarz aby zrobić kontrole.
-Od jak dawna Kazuro ma nogę złamaną?-zapytał lekarz przypatrując się jej.
-Od miesiąca-odpowiedziała właścicielka stadniny pani Zofia.
-Ta noga jest już prawie zdrowa!-zawołał lekarz
-Podali zły lek teraz dostanie zastrzyk i za tydzień już treningi -dodał
Wziął strzykawkę i dał zastrzyk Kazuro 'wi.
-Ile płacę?-zapytała właścicielka
- 500 zł -odpowiedział lekarz
Kazuro trochę się zarumienił
-Ale na mnie dużo wydają-powiedział
-Spokojnie,ta stadnina zarabia milion za każdy wyścig-uspokoiłam go
Potem poszliśmy do boksów.
Dwa dni,a właściwie to jeden i pół.-odparłam
Jesteś arabem?-zapytałam
Tak,czystej krwi-odpowiedział Kazuro z westchnieniem
Ja i Pearl też.
Poszliśmy do stajni.Ale drzwi frontowe były otwarte więc podziwialiśmy jak Pearl ćwiczy.
-Ale szybka! zawołał Kazuro kiedy Pearl pobiegła po prostej o mało co nie zrzucając dżokeja.
Właśnie przyszedł weterynarz aby zrobić kontrole.
-Od jak dawna Kazuro ma nogę złamaną?-zapytał lekarz przypatrując się jej.
-Od miesiąca-odpowiedziała właścicielka stadniny pani Zofia.
-Ta noga jest już prawie zdrowa!-zawołał lekarz
-Podali zły lek teraz dostanie zastrzyk i za tydzień już treningi -dodał
Wziął strzykawkę i dał zastrzyk Kazuro 'wi.
-Ile płacę?-zapytała właścicielka
- 500 zł -odpowiedział lekarz
Kazuro trochę się zarumienił
-Ale na mnie dużo wydają-powiedział
-Spokojnie,ta stadnina zarabia milion za każdy wyścig-uspokoiłam go
Potem poszliśmy do boksów.
Od Kazuro - jak tu dotarłem
- Szybciej, szybciej! - gnał mnie Ralph. - Wio! Wyprzedzają nas, szybciej! - wrzeszczał. "I to mi się podoba!" pomyślałem i uśmiechnąłem się do siebie. Nóg prawie nie czułem, ale ni mogłem go teraz zawieść. Wyrwałem do przodu, przeskoczyłem przeszkodę, drugą, trzecią i wyszliśmy na prowadzenie. Skręciłem, zasłaniając drogę innemu koniowi. Może to nie było szlachetne, ale zawsze krok do zwycięstwa. Nagle poczułem przeszywający ból w nodze. Zwolniłem. Wyprzedziły mnie dwa konie.
- Dalej, Karuzo! - wydarł się na mnie Ralph. Nie mogłem, nie mogłem biec! Noga? Czy mogłaby być skręcona? Nie, trzeba wygrać! Szczycę się przecież silną wolą. Pobiegłem teraz jeszcze szybciej, mimo, że czułem kujący ból w nodze, gdybym się zatrzymał mój właściciel obdarłby mnie ze skóry. Ponownie wyszedłem na prowadzenie. Ralph ostro ciągnął za lejce, ale i tak zawsze traktował mnie chłodno, twardo i obchodził się ze mną ja z rzeczą. Dostrzegłem metę. Zrobiłem cwany ruch i z wyścigu wyleciał już jeden zawodnik. Po prostu zepchnąłem go z toru. Noga dalej nie ustawała boleć. Ale znany byłem z siły i wytrzymałości. Nagle ukuła mnie tak, że zamarłem. Zwolniłem chodu i nie dobiegłem do mety, przewróciłem się dosłownie przed linią. Przegrałem, chociaż zawsze kiedy startowałem w każdym wyścigu to go wygrywałem. Od zawsze byłem mistrzem. Noga była poważnie złamana. Ralph zsiadł ze mnie, ale zamiast obdarować mnie miłym słowem, wyzywał mnie od głupich, durnych koni i beznadziejnych wierzchowców. Po wyścigu przełajowym zabrano mnie do weterynarza. Ten powiedział, że noga jest złamana i to okropnie. Teraz wiedziałem, że trzeba było zatrzymać się, kiedy na początku mnie bolała. Weterynarz powiedział też, że będę zdrowieć 1 rok.
- Nie będę czekać, aż to konisko wyzdrowieje. Sprzedam go. - powiedział Ralph i po kilku dniach pojechał ze mną na wystawę, by mnie zaprezentować. Kupców było wielu. Nie obchodziło ich, że mam złamaną nogę na rok. Wszyscy chcieli mnie kupić, bo dobrze się prezentowałem, byłem czystej krwi, miałem wzorową posturę i wygrałem bardzo dużo wyścigów. Spakowano mnie do przyczepy dla koni i zawieziono w pewne miejsce. Zostawiono mnie na pastwisku. Noga dalej bolała, ale owinięta w bandaż jeszcze była do przeżycia.
- Cześć! Jesteś nowy? - usłyszałem za sobą głos jakiejś klaczy. Odwróciłem się i zobaczyłem dwie siwe klacze tej samej rasy co ja. Kiwnąłem łbem.
- Tak, nazywam się Kazuro. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Ja Richa, a to Pearl. - oznajmiła radośnie.
- Dlaczego masz nogę zawiniętą w bandaż? - zapytała Pearl' a.
- Jest złamana. - westchnąłem. Klacze zrobiły współczujące miny.
- Kiepsko... - zaczęła jedna.
- Wiem i ścigać się nie mogę. - dodałem ze smutkiem. Nagle przyszła jakaś kobieta i wzięła Pearl' e, a potem ją osiodłała. Zostałem sam z Richą.
- Od dawna tu jesteś? - zapytałem po niezręcznej chwili ciszy.
<Richa dokończysz?>
Od Pearl - jak dotarłąm
Kiedy zeszłam z pastwiska o 2 godziny wcześniej byłam zaskoczona.Dlaczego teraz?
Kiedy szliśmy do przyczepy moja siostra się wyrwała i pobiegła do lasu.
-NIE!-zawołam
-Riszka wracaj!-zawoąłam po raz drugi
Na szczęście została złapana.
P.Oj Riszka nie uciekaj tak.
R.Ale o ni mnie wkurzają!
P.Spokojnie.Tam gdzie jedziemy jest stadnina championów i tam będzie SUPER!
R.Niby dlaczego?
P.Riszka nie bądź taka zmierzła .
R.No dobrze.A czemu tam będzie super?
P.Wyścigi,sława,miliony,przystojne ogiery.
Po tym ostatnim Richa od razu się przekonała.
R.Rzeczywiście masz rację ale czemu tu nie zostaniemy?
P.Pmiętasz jak się ścigaliśmy?
R.Tak i co z tego?
P.Bo wtedy byliśmy szybsi od rodziców prawda?
R.Tak
P.No właśnie.Odkryli nasz talent do ścigania
R.No dobra to jedziemy
Kiedy dojechaliśmy od razu poszliśmy do naszych wymarzonych boksów i ful wypasem.
Kiedy szliśmy do przyczepy moja siostra się wyrwała i pobiegła do lasu.
-NIE!-zawołam
-Riszka wracaj!-zawoąłam po raz drugi
Na szczęście została złapana.
P.Oj Riszka nie uciekaj tak.
R.Ale o ni mnie wkurzają!
P.Spokojnie.Tam gdzie jedziemy jest stadnina championów i tam będzie SUPER!
R.Niby dlaczego?
P.Riszka nie bądź taka zmierzła .
R.No dobrze.A czemu tam będzie super?
P.Wyścigi,sława,miliony,przystojne ogiery.
Po tym ostatnim Richa od razu się przekonała.
R.Rzeczywiście masz rację ale czemu tu nie zostaniemy?
P.Pmiętasz jak się ścigaliśmy?
R.Tak i co z tego?
P.Bo wtedy byliśmy szybsi od rodziców prawda?
R.Tak
P.No właśnie.Odkryli nasz talent do ścigania
R.No dobra to jedziemy
Kiedy dojechaliśmy od razu poszliśmy do naszych wymarzonych boksów i ful wypasem.
środa, 27 marca 2013
od Richy - Jak tu dotarłam
Tak jak zawsze siedziałam w boksie czekając na stajennego.Miałam rok.Chciałam już jechać.Dzisiaj był wielki dzień.Przewozili mnie i siostrę do innej stajni,do stajni championów.To druga w rzędu najlepszych stajni w Europie! Przyszli już stajenni.Wzięli nas do przyczep.To nie były zwykłe przyczepy ale dla championów.Były wypasione.Przypominały boks za 10 tys.Jechaliśmy z 4 godziny.Kiedy stanęliśmy była już wymarzona stajnia.Weszliśmy do swojch boksów.To było cudowne miejsce!
czwartek, 21 marca 2013
Witam na blogu
Witam wszystkich na tym blogu.Każdy tu może stać się championem.Wygrywać wyścigi,skoki.
Zapraszam do uczestnictwa!
Zapraszam do uczestnictwa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)