niedziela, 31 marca 2013

od Nadzieji


Sorento był bardzo pewny siebie. Chyba nie wiedział komu rzucił rękawice... Chyba każdy słyszał o mistrzu wyścigowym,o zwycięzcy tysiąca nagród, o ogierze z najlepszym rodowodem, czyli po prostu o Kosmanie. To nie było zabawne... Gdy odprowadzałam brata na tor miałam dziwne przeczucia. Z daleka słyszałam tylko głos: Proszę państwa za chwilę konie wystartują, zaledwie za 3,2 i usłyszałam strzał pistoletu. Ogiery ruszyły. Sorento ruszył jakby go tornado goniło. Wypowiedziałam cicho słowa: Bracie nie tak szybko, nie będziesz miał sił na później... Nie skupiałam się na niczym innym jak na nogach Kosmana. Poruszał się z gracją.Nie mogłam pogodzić się z tym, że kiedyś byliśmy parą... Gdyby nie ja chłopcy nie ścigaliby się tu teraz... Walczą o mnie! Postarałam się nie uronić łzy... Zerknęłam chwilę na Sorento. Ledwo przymknęłam oko a zobaczyłam jak brat pedzi. Krzyknęłam całkiem glośno: Nie wyrobisz się na zakręcie. ZWOLNIJ!!! Sorento poślizgnął się i zrobił fikołka. Nie ruszał siię. Kosman tylko go wyśmiał i pobiegł dalej. Ja zerwałam się z uwiązu przeskoczyłam ogrodzenie i biegłam do niego ile sił w nogach. Gdy tam dotarłam weterynarz postawił już diagnozę: Nie widzę dla niego przyszłości. Będzie umierał i się męczył. Możemy go uśpić, oczywiście za pana zgodą. Pan odpowiedział: Tak. Wtedy upadłam. Śniło mi się dzieciństwo moje i Sorento... Jak byliśmy bezmyślnymi źrebami. Obudziłam się, a na moim grzbiecie leżała nasza pani. Płakała. Powiedziała do mnie: Idziemy na pogrzeb idziesz z nami? Szybko wstałam. Po pogrzebie chciałam tylko zasnąć i przypomnieć sobie ten sen... Niestety sen nie wrócił, lecz przez kolejne 6 dni Sorento przychodził do mnie we śnie i mówił: Wygrałbym, gdyby nie ten zakręt...
Prawda, że smutna historia? Teraz poznaliście już historię mojego niezwyciężonego brata Sorento.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz