piątek, 29 marca 2013
Od Havany
To najgorsza, a zarazem najlepsza noc w moim życiu. Leżałam skulona pod drzewem. Smutna, przestraszona, bez imienna. Rana na nodze nie dawała o sobie zapomnieć. To rana zrobiona przez niego. Nie wiem jak się nazywał i czy miał satyswakcję z tego, że cięrpie. Zabił wszystkich. najpierw mamę, potem ojca. Nie wiem co się stało z Frankiem. To ogier bliski memu sercu. Piękny. Łagodny. Godny zaufania. Uciekł, jemu się udało. Mi też, nie do końca. Nie chciało mi się już żyć! Nagle zobaczyłam światło. Zbliżało się coraz bardziej. To światło latarki trzymanej przez dziewczynę.
- Nie bój się. - Mówiła łagodnym głosem.
Pomogła mi wstać. zaprowadziła do stajni Championów. Tu było tak cudownie! Zapomniałam o bólu i smutku. Wprowadziła mnie do weterynarza. Ten zawiną mi nogę w bandarz i zaprowadził do oddzielonego boksu. Po chwili usłyszałam znajomy stukot kopyt. Podniosłam się z trudem.
- To Frank! Frank! - Krzyczałam, choć ludzie odbierają to jako rżenie.
Koń odwrócił się.
- Nie jestem już Frank, jestem Kryształ. - Powiedział.
Przyszła moja właścicielka, by nalać mi wody.
- Co, zaprzyjaźniłaś się z Kryształem, Havano?
- Havano? -Zarżałam.
-To pewnie twoje nowe imię. - Tłumaczył Fr...Kryształ. Muszę się przyzwyczaić.
Ludzie mówią na nią Kamila. A ja wymyśliłem jej nowe imię, tak jak ona nam.
- Jakie. -Spytałam.
- Two999.
I tak się tu znalazłam, a Two999 została moją właścicielką.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz