czwartek, 28 marca 2013

Od Kazuro - jak tu dotarłem


 - Szybciej, szybciej! - gnał mnie Ralph. - Wio! Wyprzedzają nas, szybciej! - wrzeszczał. "I to mi się podoba!" pomyślałem i uśmiechnąłem się do siebie. Nóg prawie nie czułem, ale ni mogłem go teraz zawieść. Wyrwałem do przodu, przeskoczyłem przeszkodę, drugą, trzecią i wyszliśmy na prowadzenie. Skręciłem, zasłaniając drogę innemu koniowi. Może to nie było szlachetne, ale zawsze krok do zwycięstwa. Nagle poczułem przeszywający ból w nodze. Zwolniłem. Wyprzedziły mnie dwa konie.
 - Dalej, Karuzo! - wydarł się na mnie Ralph. Nie mogłem, nie mogłem biec! Noga? Czy mogłaby być skręcona? Nie, trzeba wygrać! Szczycę się przecież silną wolą. Pobiegłem teraz jeszcze szybciej, mimo, że czułem kujący ból w nodze, gdybym się zatrzymał mój właściciel obdarłby mnie ze skóry. Ponownie wyszedłem na prowadzenie. Ralph ostro ciągnął za lejce, ale i tak zawsze traktował mnie chłodno, twardo i obchodził się ze mną ja z rzeczą. Dostrzegłem metę. Zrobiłem cwany ruch i z wyścigu wyleciał już jeden zawodnik. Po prostu zepchnąłem go z toru. Noga dalej nie ustawała boleć. Ale znany byłem z siły i wytrzymałości. Nagle ukuła mnie tak, że zamarłem. Zwolniłem chodu i nie dobiegłem do mety, przewróciłem się dosłownie przed linią. Przegrałem, chociaż zawsze kiedy startowałem w każdym wyścigu to go wygrywałem. Od zawsze byłem mistrzem. Noga była poważnie złamana. Ralph zsiadł ze mnie, ale zamiast obdarować mnie miłym słowem, wyzywał mnie od głupich, durnych koni i beznadziejnych wierzchowców. Po wyścigu przełajowym zabrano mnie do weterynarza. Ten powiedział, że noga jest złamana i to okropnie. Teraz wiedziałem, że trzeba było zatrzymać się, kiedy na początku mnie bolała. Weterynarz powiedział też, że będę zdrowieć 1 rok.
- Nie będę czekać, aż to konisko wyzdrowieje. Sprzedam go. - powiedział Ralph i po kilku dniach pojechał ze mną na wystawę, by mnie zaprezentować. Kupców było wielu. Nie obchodziło ich, że mam złamaną nogę na rok. Wszyscy chcieli mnie kupić, bo dobrze się prezentowałem, byłem czystej krwi, miałem wzorową posturę i wygrałem bardzo dużo wyścigów. Spakowano mnie do przyczepy dla koni i zawieziono w pewne miejsce. Zostawiono mnie na pastwisku. Noga dalej bolała, ale owinięta w bandaż jeszcze była do przeżycia.
 - Cześć! Jesteś nowy? - usłyszałem za sobą głos jakiejś klaczy. Odwróciłem się i zobaczyłem dwie siwe klacze tej samej rasy co ja. Kiwnąłem łbem.
 - Tak, nazywam się Kazuro. - odpowiedziałem z uśmiechem.
 - Ja Richa, a to Pearl. - oznajmiła radośnie.
 - Dlaczego masz nogę zawiniętą w bandaż? - zapytała Pearl' a.
 - Jest złamana. - westchnąłem. Klacze zrobiły współczujące miny.
 - Kiepsko... - zaczęła jedna.
 - Wiem i ścigać się nie mogę. - dodałem ze smutkiem. Nagle przyszła jakaś kobieta i wzięła Pearl' e, a potem ją osiodłała. Zostałem sam z Richą.
 - Od dawna tu jesteś? - zapytałem po niezręcznej chwili ciszy.

 <Richa dokończysz?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz