niedziela, 20 kwietnia 2014

od Pearl

Gnałam galopem przez całą długość pastwiska. Nagle zobaczyłam Lenę. Chyba po mnie szła. Z tego co pamiętam dzisiaj trening. I rzeczywiście. Skręciłam do wejścia,odsłoniła linkę wejściową i weszła na pastwisko. Na początku miałam wątpliwości. Podejść? Nie podejść?
-Pearl! No chodź! - zawołała i ruszyła szybkim krokiem do mnie
Ja też zaczęłam do niej iść. Zapięła mi uwiąz i poszliśmy we dwójkę do barierki.
-Hej Julia! - przywitała się Lena mijając Julkę
Po wyczyszczeniu i osiodłaniu  poszliśmy na trening. Nie było skoków ale całkiem coś nowego. Natural.
Widać że dla Leny to było coś normalnego ale ja nie tak bardzo wiedziałam o co chodzi. W końcu pani Zofia ściągła mi ogłowie a pod szyją zapięła uwiąz. Lena na początku sobie dobrze radziła. Nie byłam przyzwyczajona do ucisku pod szyją i wolnym pysku. Nagle zza drzwi wychyliła się mała dziewczynka i biegiem wpadła na halę. Serce podeszło mi do gardła i przez jej krzyk nie wiedziałam co się dzieje. Zdecydowałam się szybko na ucieczkę i pognałam galopem do drzwi. Wyskoczyłam ponad barierą i przeszłam do jeszcze szybszego chodu.
-Pearl! Prrr! - słyszałam tylko te krzyki
Instynkt kazał mi uciekać. Nogi zamiast słuchać mnie biegły same do przodu. Wiedziałam że przebiegałam koło stajni. Nagle z stajni wyszedł koń. Biegłam prosto na niego. Nie potrafiłam się zatrzymać. Teraz rozpoznałam. To był Grass.
-Grassy! - zawołałam
Z grzbietu usłyszałam płacz.
Lenie wypadł bacik. To wzmożyło mój strach. Grass stanął dęba i skoczył przez barierę ale nie zauważył wodzy które zaczepiły się po płot.
Grass przewrócił się a dziewczyna prowadząca go uciekła z wrzaskiem. Nie wiedziałam co się nadlej stało.
Ostatnie słowa które usłyszałam to ''One nie żyją! Pomocy!''

(CD nastąpi)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz