Galopowałem szybko po pastwisku. Nagle zobaczyłem przyczepę. Nie otwierała się.
Na pastwisku stała ze mną Mohylew.
-Moh! Mamy kogoś nowego? - zapytałam
-Nie, to Pearl pewnie - odpowiedziała zaciekawiając się sprawą
-Po co jechała? - chciałem się dowiedzieć
-Była w szpitalu dla koni. Weterynarz musiał zrobić jej kilka zabiegów - powiedziała Mohylew
-Co jej się stało?! - przerwaziłem się
-Spłoszyła się i doszło do wypadku - rzekła klacz
Ona przecierz była jak anioł! Niezniszczalna , cudowna klacz! Ona nie mogła się spłoszyć! Ona nie mogła mieć wypadku!
Dopiero po minucie zorientowałam się że myślę i żyję.
-Various! - zawołała Moh
-Yy co? .. - zapytałem oszołomiony , wyrwany z przemyśleń
-Słyszałeś co powiedziałeś? - zawołała
-Yy, co? Ja coś mówiłem? - przeraziłem się
-Tak! Właśnie powiedziałeś że kochasz Pearl! - krzyknęła klacz
Musiałem iść. Pearl nie mogła się dowiedzieć. Zza barierki wyszła Rozalia.
(Rozalia?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz