sobota, 8 lutego 2014

od Paris

Obudziłam się na świerzym sienie. Ach! Jak słońce dzisiaj mocno świeci! Podeszłam do okna. Na paswisku galopowali już Lajla i Jezzy. Czemu ja i Turynek nie możemy wychodzic wcześniej? Powoli podeszłam do drzwi boksu aby nie obudzić smacznie śpiącego Turyna. Nagle usłyszałam jakieś kroki. To stajenny przechadzał się i patrzał czy z każdym koniem jest wszystko dobrze. Musiałam stawać dęba aby zobaczyć co się dzieje na korytażu. Zza mnie dochodziły odgłosy łamanej słomy. Odwróciłam się.
-Turynek! Mogłeś jeszcze pospać. Wychodzimy za godzinę. Pani Joanna przyjdzie nas karmić tym ochydnym mlekiem w proszku!
-Ble. Czemu znowu? Chodźmy na dwór!
-Braciszku. Nie możemy. Boks zamknięty. Innego wyjścia nie ma. - odpowiedziałam
Nagle usłyszałam głos pani Joli. Szła do nas. Odwarła boks i weszła do środka trzymając w ręku
dwie pełne ochydnego mleka butelki.
-O słodziaki. Za tydzień już będziecie mieć jak Lajla i Jezz.
Turyn wesło wierzgnął a ja stanęłam bęba. Musieliśmy wypić to ochydne mleko.
Kiedy już wypiliśmy pani Jola wzięła nas na uwiązy i zaprowadziła na pastwisko dla źrebaków.
Od czasu karmienia przybyła tam też Jaśmina. Czemu nie bylo reszty źrebiąt? Podbiegłam do Lajli i Jezza jedzącego smętnie trawę.
-Lajla? Czemu nie ma reszty źrebiąt? - zapytałam
-Mówisz o Rosie,Grassu i Poezji? Zaraz przyjdą - odpowiedziała
-A Pewniak,Locky,Cherry,Clarie,Donia,Marry,Quil i Tariva? - zapytałam
-Pewniaka sprzedali , Locky poszedł na szkłókę do Jacksovill razem z Tarivą.
Marry i Quil poszli do szkółki jeździeckiej w sąsiedniej stajni. Donia
pojechała do weterynarza a Clarie i Cherry pojechali do Rumuni aby tam rozwijać ich
talent. - odpowiedziała Lajla a co drugie słowo było słuchać rozpacz
-Musieli wyjeżdżać? - zapytała czując smutek
-Widocznie tak. Na ich miejsce przyjdą nowi. Polubisz ich - odpowiedziała starając się pocieszyć i siebię
i mnie ale raczej jej to nie wychodziło. Obejżałam się wokoło. Turyn wesoło bawił się z Jezzym. A Jaśmina
skakała przez płotki i biegając po łące śmiała się.
-Pójdziemy do niej? - zapytałam
-Tak. Nie martw się. Jeszcze tu wrócą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz