poniedziałek, 10 lutego 2014

od Turyna

Galopowałem wesolo po pastwisku gdy nagle drogę zagrodził mi jakiś obcy koń.
-Kim jesteś ? -zapytałem owego konia
-Jestem Sonia i szukam pewnej klaczy - odpowiedziała
-Aha. Jakiej? - zapytałem bo ciekawość nie dawała mi żyć
-Ma na imię Rozalia - odpowiedziała klacz
-Hmm. Teraz będzie pewnie na lekcji z Kasią ale przekażę jej że coś od niej chciałaś okej? - zapytałem
-No dobrze. Jak by co to powiedz że szukala jej Sonia - potwierdziła klacz i lekko postępowała do ogrodzenia gdzie zaczęla się paść. Beztrosko zacząłem znowu biegać i od czasu do czasu wpadać na jakiegoś źrebaka.
-Turynku! - krzyczała Paris ktora była jak zastępcza mama
Odgalopowałem na wiekszą część łąki i czekałem spokojnie zerkając na wejście. W końcu znudzilo mi się to trochę i z  nudów zacząłem się tażać. wreszcie się doczekałem! W wejściu na pastwisko stanęła kasia i Rozalia.
-No idź Rozi! - krzyknęła i popędziła ja łagodnie do przodu
Rozalia pobiegła do grupy koni stających w środku padoku. Rozejrzałem się za ową białą klaczą ale jej nie było. Pewnie wyszla kiedy nie patrzyłem. POdbiegłem do Rozalii.
-Rozalio! Sonia się o Ciebię pytała! - powiedziałem


(Rozalia?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz