poniedziałek, 2 grudnia 2013

od Fazesa

Byłem dzisiaj na łące z Rozalią. Po 20 minutach nasienia zrobiło się trochę nudno.
- Pościgamy się trochę? - zapytałem
-Tak. Z chęcią - odpowiedziała
-Fajnie. Narysuję  tu start - zaproponowałem
-Lubisz się ścigać? - zapytałem
-Jasne! A ty ?
-Też. Ale nawet takie ściganie na łące nie zapewni takiego czegoś jak tor wyścigowy - powiedziałem pewnie
- Noo - zgodziła się
Ustawiliśmy się na starcie.
- Start ! - zawołałem
Ruszyliśmy pełnym pędem po krawędzi pastwiska.
-Szybko biegasz - powiedziała
Biegliśmy tak 4 okrążenia Rozalia oczywiście musiała mnie wyprzedzić zanim ja dobiegam do połowy ale się tak nie dałem i pobiegłem jeszcze szybciej jak się najbardziej dało.
Nawet nie wiedziałem że potrafi tak szybko biegać. Rozalia wyprzedzając uśmiechnęła się złośliwie. Po kilku minutach zmęczenie dało się we znaki , moje nogi tak jakby były z marmuru. Rozalia biegła coraz szybciej , ja rzecz jasna nie dałem się wyprzedzić. Kiedy wreszcie zacząłem wyprzedzać o całą długość zaczęła się na mnie denerwować i pobiegła jeszcze szybciej. W złości wyglądała tak pięknie. Kiedy jednak przyspieszyłem aby dać jej rade nie dało się po prostu wytrzymać , moje nogi odmawiają posłuszeństwa,jest chyba jeszcze szybciej niż na torze . Wyścig był jak z nut kiedy wreszcie dobiegłem tam gdzie trzeba czyli do linii mety po prostu nie wiedziałem kto wygrał . Rozalia rzecz jasna uśmiechając się oznajmiła że ona jest liderką. Pobiegłem bardzo szybko do płotu i oznajmiłem że może zrobimy dogrywkę. Nie byłem skłonny do tego żeby jeszcze raz dać się wyścignąć. Rozalia jednak nie dała się namówić, poprosiłem ją raz jeszcze ale chyba nic z tego.
- Idziemy już do stajni ? - zapytałem


(Rozalia ?)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz