piątek, 13 grudnia 2013

od Selmy

Dzisiejszy dzień zaczął się bardzo nerwowo. Kolejni ludzie chciali mnie ujeździć ale ja oczywiście tolerowałam tych najdelikatniejszych. Niektóry ciągneli i szarpali ale to im nic nie da poza efektem negatywnym. Byłam już tak zdezorientowana że wpadłam na słup. Pani Zofia przybiegła szybko i tak nawrzeszczała na tych ludzi że nie jeden facet by już dawno był po za granicami tej stajni. Niektórzy zaczęli się tlumaczyć że to z winy konia a jeszcze inni śedzieli cicho i tylko czekami na okazję aby dać nogę.
Ja korzystając z zamieszania wymknęłam się i wybieglam poza granice maneżu w którym bylam uwięziona.
Pobiegłam tam gdzie nikt by mnie nie szukał czyli do hali na siano. Pogalopował jeszcze do końca aby trzeba bylo przebyć długi labirynt po przez słomę i siano. Duże bale poustawiane na siebie sięgały aż do sufitu i dawały niezły kamuflarz. To dawało mi przewagę. Nagle z końca hali ktoś wpadł w bale siana. To chyba
jeden z tych ludzi. Chcial mnie odszukać i unicestwić. Ale oczywiście się nie dalam. Pobiegłam jeszcze dalej i polożyłam się. Teraz już nikt mnie nie znajdzie. Nagle zza pobliskiej kupi siana wydobył się dziwny dźwięk.
To chyba człowiek pomyślałam. Nagle zza kupi siana wyjżał źrebak.
-Kim jesteś? - zapytałam małego źrebaka leżącego pod sianem
-Jestem Luna , mam dosyć dziwną historię - odpowiedziała cieniutkim głosikiem
-Gdzie twoja mama lub ktoś inny? - zadałam pytanie
-Opowiaem ci moją historię ale proszę zrozum mnie- odpowiedziała mała
-No więc tak. Jestem klaczką z najlepszej hodowli koni sportowych. Kiedy się urodziłam
od razu nie mogłam chodzić. Uważali mnie za najsłabsze źrebię. Dwali mi dodatkowe mleko z butelki
a pani Anna mieszanki energetyczne dla źrebaków bo chociaż mogłam w każdej chwili umżeć musiałam ćwiczyć. W końcu byłam ich ''Championem'' tylko trochę młodym i słabym jak oni to określali. Moja mama
chociaż mnie kochała nie znosiła tego że zaraz mogę umrzeć. Kiedy jednak pojechałam do weterynarza lekarz powiedział że wszystko w porządku tylko moja lewa przednia noga urodziła się dosyć delikatna więc o sporcie nie ma mowy. Miałam wtedy miesiąc . Teraz już nie byli tak mili i serdeczni. Czasem potrafili uderzyć. Już nie byłam ''Wschodzącą gwiazdą'' ale zwykłym koniem nie sportowym. Podsłuchałam rozmowę pani Anny z właścicielem stadniny i on powiedział że ta moja mama i tata to tylko się zmarnowali bo mogli mieć super zdrowe źrebię. Pan chciał uśpienia ale pani Anna broniła mnie do ostatniej chwili. Nie mogłam znieść swojego losu ale nad czym się tu użalać. Jestem nikim. I wtedy przyszedł ten dzień. Pani Anna za nic nie chciała się zgodzić o uśpieniu więc pan powiedział że może byśmy mogli mnie przechować w borze a kiedy będę miała kilka lat ujeżdżą mnie i sprzedadzą do pobliskiej szkółki. Przyprowadzili mnie do obory. Było tam brudno i ciasno. Zamknęli drzwi a ja płakałam. Nie nawidziłam się za to jaka jestem. Miałam wtedy 4 miesiące. Karmili mnie sztucznym mlekiem. Jednak po tygodniu spędzonym w tej oborze chciałam uciec. Jednak nawet się nie obejrzałam a przyszła pani Anna i poszła mnie przywiązać do drzewa w lesie. Wylała coś czrwonego na ścieżce leśnej. Było to w nocy. A potem Oddała strzał karabinem w górę.
Podeszła do mnie powiedziała że to jedyne sposób żebym mogła uciec , żebym udawała że umarłam.
Rano wszyscy myśleli że nie żyję. Była przywiązana do drzewa i nie mogłam się ruszyć. Wpadłam na pomysł żeby przegryść linę. Gryzłam ją cały dzień i wycięczona w końcu uciekłam. Wskoczyłam do pobliskiej ciężarówki w ktorej okazało się były paczki z mlekiem. Pojadałm i znowu pełna życia uciakłam po kilku dniach jazdy. Jadłam mleko a później gdy ciężarówka stanęła wyskoczyłam i po kilku godzinach galopu dotarłam tu. Schowłam się pod sianem i płakałam ze szczęścia ale także ze smutku że nie zobaczę mojej mamy.
Po usłyszeniu histori źrebaka byłam wręcz na skraju płaczu. Taka zła sprawa , taki zły los. Postanowiłam że przygarnę ją. Ale najpierw pójdę do pani  Zofii. Teraz Luna będzie miała spokojne , radosne życie....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz