sobota, 6 kwietnia 2013
od Karej
Ten dzień szybko zleciał, a ja ciągle leżałam, w tym samym miejscu odkąd tu przyjechałam. Przyszli ludzie, by zabrać konie do boksów. Jeden czarny zaczął się rzucać, gdy ludzie próbowali go schwytać, ale po godzinie był już w boksie. Mi się nie chciało wstawać, a jakiś człowiek podszedł do mnie i zarzucił mi linę na szyję i ciągnął. Zaczęłam walić kopytami o ziemie, a człowiek rzekł:
- Kolejny dzikus. Będę musiał zawołać innych. - szybko pobiegł do Stadniny i po kilku minutach wyszedł z trzema mężczyznami. Każdy miał, przy sobie linę. Podchodzili do mnie małymi krokami i zarzucali na szyję liny i ciągnęli. Jakimś cudem mnie podnieśli. Zaczęłam się szarpać, ale po półgodzinie znalazłam się w boksie.
Stałam nieruchomo, a głowę oparłam o ścianę. Było ciemno, bo nie było okna. Usłyszałam dźwięk kopyt, więc się odwróciłam. Koło mojego boksu przechodził koń, na którego nakrzyczałam wcześniej, więc to okazja, aby go przeprosić.
- Przepraszam.-rzekłam do niego.
- Za co? - spytał. Zatrzymał się w miejscu i skierował głowę na mnie.
- Za to, że na ciebie nakrzyczałam. Po prostu miałam, zły dzień.
- Nic nie szkodzi. Nie tylko ty miałaś ciężkie życie. Jestem Various. Witaj w Stadninie Championów.
- Ja Kara. Więc dobrej nocy. - rzekłam i się odwróciłam. A Various poszedł do swojego boksu.
Koniec.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz