-Och dzięki -zarżałam do niego
Człowiek który miał na imię Karol i był stajennym zpojżał na moją nogę i stwierdził że jest złamana.
Wykręcił numer i powiedział:
-Halo? Przyślijcie nam weterynarza.Mamy ranną klacz.Tak ,tak .Dziewczyna która na niej siedziała jest cała.
Nie , nie nic jej się nie stało ale koń złamał nogę.Wiem że to się stało kilka godzin temu ale jest żywy.Okej okej czekam.
Wyłączył suchawkę.
Godzinę później . . . . . .
Byłam już w swoim boksie.Podszedł do mnie Justus.
-Och dzięki za ratunek -powiedział do niego
-Przejdziemy się? -zapytałam
-Przecież nie możesz chodzić -przypomniał mi
No tak zapomniałam o mojej nodze! Auć!
Spojrzałam do tyłu.Miałam gips.
(Justus? Jaki CD?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz