Jakiś człowiek wsiadł na mnie. Poszliśmy w las.Za bardzo nie znałam drogi więc musiałam się skupiać na tym co mi każą ludzie.W innej stajni byłam znana jako dziki koń nie do ujarzmienia.Teraz też nie wytrzymałam.Stanęłam dęba i ruszyłam dzikim cwałem.Szybciej - mówiłam do siebie.Niestety przy takiej szybkości trudno unikać przeszkód.Natknęłam się na pień.Przeskoczyłam ale z takiej szybkości to było niemożliwe.Zahaczyłam tylą nogą o drzewo.Efekt był natychmiastowy.Upadłam na ziemię z bólem.
-Auć! - zarżałam
Ale jeźdźca na moim grzbiecie nie było.Och.Czemu?! Ja teraz go potrzebowałam.Nigdy sobie nie zdawałam sobie sprawy że te ludzkie potwory mogą mnie teraz uratować.Poruszyłam bolącą nogą.Strasznie szczypała i bolała.Zarżałam z bólu! Na szczęście przybiegł do mnie jakiś ogier.
-Pomożesz mi?!-zapytałam pokazując na nogę
-jestem Majka i jestem tu nowa-dodałam
-Jestem Justus-odpowiedział
-To pomożesz?- zapytałam
(Justus dokończysz?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz