niedziela, 9 czerwca 2013

od Sonato



Od tygodnia byłem na wybiegu. Nie zamykali mnie do boksu na noc i nawet na deszcz. Chyba woleli narazić mnie, konia, na chorobę niż mieć ze mną znów do czynienia. Zresztą, choroba? Pff, ja tego nie znam. Może te wszystkie wysoko prestiżowe araby ze stadnin chorowały, ale dzikiego konia to się nie dotyczy. Przynajmniej nie mnie.
Rozejrzałem się. Żadnych koni w pobliżu. Niedługo północ, pewnie dlatego. Wszystkie konie są w stajni. Z okienka boksu wyjrzała jakaś kara klacz i spojrzała w niebo. Też tam spojrzałem. Bezkresne morze czerni upstrzone małymi, świecącymi kropkami, w tym jedną większą. Podobno mówią, że gdzieś tam żyje Bóg i troszczy się o nas. Na samą myśl o tym wściekłem się. Troszczy się o NAS?! Chyba o mnie już zapomniał!!! Na pewno. W końcu wszystkie konie tu są szczęśliwe, mają dach nad głową, przyjaciół. Tylko nie ja. Teraz aż buzowałem gniewem. Musiałem jakoś złą energię wyładować, inaczej zabiłbym pierwszą żywą istotę, którą napotkam. Zerwałem się cwałem. Biegłem wzdłuż ogrodzenia. Po godzinie biegania się trochę uspokoiłem. Ustałem w cieniu starego dębu. Nie było mnie prawie widać. Zrobiłem kilka kroków stępem naprzód. Nagle poczułem, że coś jest nie tak. Byłem obserwowany. Tak, zdecydowanie tak. Spojrzałem na drzwi od boksów. Kilka koni wyglądało przez okienka i patrzyła wprost na mnie. Czy rzeczywiście narobiłem tyle hałasu? Nie obchodzi mnie to. Skierowałem ostrzegawczo uszy do tyłu. Większość koni się schowała do boksów, inne po paru sekundach.
Rano wprowadzili kilka koni na mój wybieg. Spojrzałem na nie, a one na mnie. Uświadomiłem sobie, że wciąż stoję w mroku starego dębu. Zrobiłem kilka kroków w przód aż wyłoniłem się z mrocznej poświaty. Wciąż patrzyłem na konie. Kilka sprawdziło czy pracownicy stajni zamknęli bramę od ogrodzenia. Chyba żałowali, że byli tu wpuszczeni razem ze mną. Tak, teraz już na pewno nie zdobędę przyjaciół. Wciąż z uszami skierowanymi do tyłu wróciłem w mrok mojego ulubionego drzewa na tym pastwisku.

(Ktoś dokończy??)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz