-Rosa to piękne imię ale mam jedno pytanie - powiedziałem
-Jakie? - zapytała Live
-Weterynarz powiedział że będą 2 źrebaki - powiedziałem podejrzliwie
-Grass! - zawołała
-Wołasz kamienie? - zażartowałem
Zamurowało mnie. Zza Live wyszedł mały, kasztanowy źrebaczek.
-Too...tt...o jest ten Grass?- zapytałem jąkając się
-Tak , drugi źrebak . Urodził się przed chwilą.
Wtedy spojrzałem na moją leżącą ukochaną. Rzeczywiście, siano pod nią pokrywała świeża krew.
-Oj Live. Spróbuj wstać - powiedziałem rozczulony
Klacz bez problemu wstała i zaczęła czyścić Grassa z krwi.
Teraz zobaczyłem pięknego ogierka stojącego i bardzo silnego. Widać było że to koń wyścigowy.
-Grass! Grass! - wołałem
Ale synek wolał pogalopować poza boksem.
-Tato! Kolejny źrebak! - zawołała Kasia
-Ale ładny! - potwierdziła Aga
-Źrebaki będą miały rodowód? - zapytała Kasia
-Tak - potwierdził pan Marek
Pani Zofia weszła do boksu.
Live zarżała i położyła się na ziemi.
-Live! Live! Dark Rubine! Co się dzieje?! - zawołałem przestraszony
-Spokojnie Karuzo. Live będzie chyba miała trojaczki - pani Zofia się uśmiechnęła
-Co?! - zarżałem
Nie wiem ale chyba poza boksem było wrażenie że ktoś tu umiera. Tylko śmiech Zofii tu nie pasował.
Dark Rubine straciła przytomność a na ziemi pojawił się mały trzeci źrebaczek.
-Live! - rozpłakałem się
Live leżała nieruchomo i chyba nie oddychała.
Zofia przestała się śmiać i zawołała:
-Zadzwońcie do weterynarza!
-Klacz umiera!
Po tych słowach wyleciałem z boksu i pobiegłem do naszego kochanego miejsca gdzie po raz ostatni rozmawiałem z Live normalnie i spokojnie. To była polana pełna maków.
-Och Live! - zawołałem i zapłakałem
Teraz wiedziałem.....Nie żyję dla torów, wygranych , sławy i wieńców kwiatowych , luksusów i innych takich rzeczy. Żyję dla .....Dark Rubine. Dla mojego ciemnego rubina no i dla dzieci......
No właśnie.....źrebaki....Myślę tylko o Live- o moim kochanym życiu.A dzieci? Skoro Dark już nie żyje to co powiem źrebakom? Tata was opuścił bo przypominaliście mamę? NIE! Idę tam i zaopiekuje się nimi. Dla Live. I ruszyłem przez łąkę i las wprost bo nieżyjącej ukochanej i smutnych, przestraszonych źrebaków.
Kiedy dotarłem zobaczyłem w ciemnościach auto weterynarza. Była chyba już 20.00. Pomyślałem o Live i dzieciach. Co mnie spotka jeśli tam wejdę? Obiecałem sobie że przyjdę i odważnie zaopiekuje się dziećmi. Skoro Live nie żyję to dzieci mają tylko mnie a ja boje się co będzie ze mną. Teraz żyje tylko dla dzieci.
Wszedłem.
-Grass , Rosa -szepnąłem
Nikogo nie było. W stajni było pusto a światło się nie paliło. Nagle zobaczyłem słaby cień.
-Rozalia? - zapytałem
-Tak - odpowiedziała
-Rubine nie wiadomo czy przeżyje. Lekarz zabrał ją do szpitala dla koni.
-Ale jego auto stoi. - zauważyłem
-Tak. Zadzwonił po koniowóz. Źrebaki też zabrał bo chciał je zbadać. Zostaną tam na noc. - oznajmiła
-A jak wygląda ten trzeci ?
-Zmniejszona kopia Live - powiedziała
-A to klacz? - zapytałem
-Nie wiem
Poszedłem spać. Kiedy rano się obudziłem nade mną stała Rozalia.
(Rozalia? Dokończysz?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz