sobota, 27 lipca 2013

od Rozi

Minoł tydzień od kiedy Kasia mnie zostawiła,ale czułam jeszcze smutek,a mój ból nóg i szyji nie mjiał,poszłam na pastwisko,położyłam się na trawie czójąc ulge,nagle zobaczyłam sylwetke mi znajomą,jakieś dziewczynki,wstałam nie myśląc o bólu,przyjżałam jej się,zobaczyłam Kasię,moją Kasię,podbiegłam do płotka,zarżałam,Kasia podbiegła z uśmiechem i łzami radości,powiedziała:
-Na reszcie zobaczyłam ciebie moja Rozalio.
zarżałam,Kasia dalej mówiła:
-Masz go jeszcze.Myślałam,że go zgubisz,ale nie miałam racji,Czemu nie jescesz na treningu z babcią?
Zarżałam z bólu,a potem przewruciłam się na trawę,wstałam z bólem i zmęczeniem,Kasia zapytała zdenerwowana:
-Nic nie jest?Polece po babcię.-złapałam Kasię i pomachałam na "nie"
-Musimy uciekać jeśli mamy być razem Rozalio i  jak?
Stanełam przed bramką,a Kasia otworzyła,próbowała siąść,ale ja wierzgałam z bólu i mogłam zrobić coś Kasi,więc rżałam z bulu i wieszgałam jak najmniej.Jak doszłyśmy do naszego tajemnego obozu to była noc więc poszłyśmy spać z wielkimi uśmiechami,ja na pysku,a Kasia na buzi.Boczułam linę na szyji,popatrzyłam na Kasię,która spała w najlepsze,wstałam bez szarpaniny,ktoś powiedział:
-Dobry konik,dobry,a teraz do wozu i na sprzedasz!
Na sprzedasz o nie!Zaczełam rżeć i wierzgać,Kasia obudziła się,złapała gruby patyk i uderzyła jednego,a mi został drugi,ale po kilku minutach skapłam się,że nie dam rady,jeśli ęde sobą.Stanełam,zaczoł ciągnąc,ale nic,wyciagnął bat i zaczął mnie lać,zapomniałam,że jestem miłym koniem,tylko zaczełam atakować bez myślnie,ale dobrze.Po 10 minutach zwiał,usłyszałam krzyk Kasi,ruszyłam w tą strone,potem to nie pamiętam,chyba odleciałam i stałam się dzikim i nie bezpiecznym mustangiem.Zobaczyłam Kasi ręce w krwi,wstałam i zarżałam pytająco,Kasia powiedziała:
-Dziękuje Rozalia i to twoja krew z rany na kopycie i szyji.I co robimy?Wracamy czy uciekamy?
Spojrzałam na rany,potem na Kasię i spojrzałam na druszke do stajni oraz drużke do nieznanego,wybur był łatwy,ale nie chciałam ryzykować życia Kasi,więc udałam się w stronę stajni z Kasią na oklep,Kasia była cicho,a ja smutna naszym ostatnim spotkaniem i chwilami.Po południu doszłyśmy,weszłam do boksu z łzami smutku,wbiegł tata Kasi,wsciekły i zdenerwowany,nie dał się pożegnać,ani nic tylko wzioł Kasie.Poszłam spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz