Byłam z innymi końmi na pastwisku,ale wszystkie konie były jak najdalej ode mnie jak zawsze,ponieważ wystarczyło mnie trochę wkurzyć i już ruszałam do ataku.Nagle przyszło 10 człowieków i wzięło wszystkie konie do boksów,pomyślałam"Ciekawe o co chodzi?Na pewno znowu jest próba mojego ujeżdżenia".Po 30 minutach przyszło 5 człowieków z linami,zarzucili mi na szyje,nie rzucałam się,bo wiedziałam co dzieje się,stanęłam przed zagrodą,wprowadzili mnie zdziwieni,że nie próbowałam uciec zdjęli mi z szyi liny i osiodłali mnie.Wszedł właściciel stajni z batem,popatrzyłam na niego z uśmiechem,podszedł i powiedział:
-Ja będę tym który ciebie pierwszy ujeździł.
-Szefie lepiej pan tego nie robić,bo pan skończy jak reszta.-krzyknął jakiś człowiek,widocznie wiedział co mówi
Ja tylko stanęłam,nie robiąc żadnego oporu i z uśmiechem.Chciał na mnie wsiąść,ale omijałam jego rąk jak ognia,po godzinie złapał za uzdę i wsiadł na mnie,ale zaraz go rzuciłam,kilka osób podeszło do niego i podniosło,powiedział wściekły:
-Ty głupia klaczo,pójdziesz do rzeźni!
-Szefie,a może ją sprzedamy jakieś stajni?-zapytał,ten sam co wcześniej ostrzegł człowiek
-Nie!Jesteś głupi?Ona tylko pasuje do rzeźni!-mówił kółko wciekły właściciel
Dali mnie na pastwisko,była noc i nie mogłam usnąć,pomyślałam smutno"To idę do rzeźni to mój koniec.Szkoda mogłam przeżyć tyle chwil.Ucieknę z rzeźni,albo zostanę i poczekam na mój koniec."Spojrzałam na niebo pełne gwiazd,migotały pięknie,a jedna wyjątkowo mocno.Przypomniałam sobie,że ta gwiazda była moją ulubioną i ojca,łza mi poleciała,ale uspokoiłam się i postanowiłam uciec z rzeźni,albo kiedy będą mnie pakować do przyczepy.Poszłam spać.Obudziłam się,czując liny na szyi,zaczęłam się szarpać i wierzgać,ale to nic nie dało,po godzinie mnie wepchali,teraz musiałam uciec z rzeźni to moja ostatnia szansa.Wysiadłam po 3 godzinach jazdy,jak otworzyły się drzwi wystartowałam jak z procy,przy okazji przewróciłam ludzi,którzy byli na drodze,ale mnie złapali,nastepnego dnia była moja kolej.Obudziłam się w nocy,otworzyłam boks(umiałam je otwierać,od roku),zwiałam.Rankiem zobaczyłam jeźdźca na jakimś koniu,wyszłam z kszaków i zarżałam,a koń tylko popatrzył na mnie,a jeździec powiedział:
-Jesteś głodna lub spragniona?
Taknełam głową,poszliśmy nad mały strumyk,tam się napiłam i zjadłam z tym koniem,a ta dziewczynka rozmawiała przez telefon z kimś,podeszłam i powiedziałam:
-Kto to jest?
-Kasia moja właścicielka,a ty co tu robisz i kim jesteś?
-Uciekłam z rzeźni,jestem Kiara,a ty?
-Rozalia,ja też byłam w rzeźni,zostajesz czy wiejesz?-zapytała Rozalia patrząc na Kasię
-Nie wiem,ale chyba uciekam.
Nagle podeszła Kasia i powiedziała:
-Babcia tu przyjedzie za kilka minut
Rozalia zarżała,a ja się odwruciłam,ale poczułam line,więc znowu się odwruciłam i zobaczyłam,że jestem przywiązana do drzewa,zaczełam się szarpać się i wariować,ale to nic nie podziałało,więc czekałam.Po kilku minutach przyjechała jakaś kobieta z paroma męszczyznami.Odwiązali mnie i zaprowadzili do boksu siłą,tak samo musieli mnie wpychać do boksu.Miałam na przeciw jakiegoś ogiera,zapytałam:
-Cześć jestem Kiara,a ty?
( Casper dokończ)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz