Po raz pierwszy poszedłem na tor wyścigowy kiedy miałem 2 lata. Byłem szybki i prawie nikt nie mógł mi dorównać.
Pamiętam z tamtych czasów tylko niewiele.Ale opowiem to co zapamiętałem.
Ustawili mnie w dziwnym pomieszczeniu.Było małe i ciasne.Było tyle hałasu ! Nagle drzwi na przeciwko mnie się otworzyły i........okrzyk sędzi ''POSZLI''
Jeździec docisnął łydki i ruszyłem galopem. Uderzył mnie mocno batem. Byłem taki bezradny. Uzda wręcz mnie kuła a ja musiałem galopować aby nie dostać batem.
-Szybciej ty......ty małolacie ! - zawołał
Ruszyłem jeszcze szybszym galopem. Wyścignąłem całą resztę i dobiegłem do mety.
Kulałem na jedną nogę.
-Potknął się ciamajda ! - zaśmiał się jeździec
Parsknąłem.Potem oddali mnie tu.
Przynajmniej nikt tu mnie nie kopie.
Dżokej który wtedy na mnie jeździł , przyjechał.
Wprowadzili mnie do dużego komfortowego boksu. Potem odjechali.
Zrozumiałem.........Zostaje tu na zawsze !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz