niedziela, 14 lipca 2013

od Selmy

Dzisiaj pan Marek postanowił mnie dać na lekcje ze swoimi córkami. Agnieszka wsiadła na mnie a Kasia nie mogła się zdecydować.
-Na kogo chcesz wsiąść? - zapytał pan Marek
-Na Rockiego !- zaprotestowała
- Rocki ma przerwę. Cały czas na nim jeździsz. Teraz musisz wsiąść na trudniejszego
do opanowania konia - wyjaśniła pani Zofia
-No dobrze. To chcę tą piękną klaczkę z pierwszego boksu. - zdecydowała się
- Tego araba Pearl ? - zapytała pani Zofia
- Tak - odpowiedziała dziewczynka
Kasia poszła z panią Zofią siodłać Pearl a pan Marek prowadził lekcję Agnieszce która wybrała mnie.
-No dobrze. Rusz kłusem - wydał polecenie
Aga ścisnęła łydki a ja ruszyłam żwawym kłusem. Nie podobało mi się to. Miała gumowe wędzidło a Adze założyli ostrogi. Byłam z natury dzikim koniem.
-Anglezuj na dobrą nogę - skarcił dziewczynkę pan Marek
-Najedź z kłusa tą kawaletkę - powiedział instruktor
Aga uderzyła mnie ostrogami a bacik przyłożyła do mojej łopatki. Ruszyłam w stronę przeszkody.
Hop. Skoczyłam dziesięć centymetrów nad przeszkodą. Kawaletka miała może z pół metra.
-Bardzo dobrze. - pochwalił ją Marek
-Zmiana kierunku przez ujeżdżalnie marsz - zawołał nauczyciel
Agnieszka szarpnęła prawą wodzą i już jechaliśmy w drugą stronę.
-Galop - padło polecenie
Ostrogi wbiły mi się w boki.Auć. Zagalopowałam.
Galopowaliśmy może tak przez pięć minut a potem na rozstępowanie poszliśmy do lasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz