Miałem dzisiaj trening. Kiedy dosiadła mnie pani Dagmara aż stanąłem dęba. Nie lubiłem jeźdźców.
Nie miałem czasu wystartować cwałem bo Daga naprężyła wodze i wbiła mi ostrogi dla upomnienia. Potem
lekko przyłożyła bacik i ruszyliśmy. Najpierw stęp. Szliśmy przez las. Było bardzo cicho. Jedynie można było usłyszeć śpiew ptaków ale tylko dlatego że się bardzo dokładnie słuchało. Zarżałem. Kilka ptaków
wyleciało z drzewa.
-No dobra Lucky ! Gallop! - zawołała i wbiła swoje ostrogi
Zarżałem , lekko podniosłem przednie nogi stawiając opór ale dostałem batem i ruszyliśmy galopem przez
łąkę. Moja 28 letnia pani , pani Dagmara , instruktorka bardzo lubiła mnie i kupiła mnie kiedy byłem jeszcze źrebakiem.
Galopowaliśmy przez polanę kwiatów aż dojechaliśmy do lasu. Zacząłem kłusować. W lesie bardzo trudno manewrować. Kiedy na zakończenie zacząłem stępować zauważyłem idącą klacz. To była nowa klacz Galaxy.
-Hej! - przywitałem ją
-Cześć
(Galaxy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz