poniedziałek, 26 sierpnia 2013

od Turyna

Kiedy biegałem po pastwisku wpadłem na pomysł żeby uciec. Nie lubiłem  stajni bo tutaj nie traktowali mnie tak jak trzeba. Wypuszczali tylko na padoki ale za kilka godzin znowu mój nudny boks. Jedyne co mogłem w nim robić to jeść,pić i gadać z Paris lub zaglądać szparką do Lajli i Jezza. Dlatego właśnie ucieczka była słuszna.
Znalazłem niedaleko wyjścia dziurkę która była na tyle duża żeby nią mógł wyjść mały źrebak. Prześliznąłem się i galopem ruszyłem wzdłuż ścieżki prowadzącej do lasu. Zatrzymałem się na chwile i zarżałam pożegnalnie a potem ruszyłem do lasu aby tam zostać na zawsze. Jednak kiedy do niego dotarłem zauważyłem że za laskiem kryje się duża polana. Postanowiłem to sprawdzić i pobiegłem na łąkę. Była jasna i piękna. Obrastały ją kwiaty przeróżnych rodzajów. Koniczyna i trawa pachniały tak smacznie że zacząłem się paść. Zza krzaków coś wybiegło. A raczej ktoś. Odwróciłem się i zobaczyłem Lajlę.
-Lajla! Co ty tutaj robisz? - zapytałem dość ostrym tonem
-Uciekłam za tobą bo usłyszałam twoje rżenie - odpowiedziała
-A nie wpadło ci do głowy że ja chciałem uciec SAM? - zapytałem po raz drugi już ostrzejszym tonem
-Aaa..To uciec?? - zapytała zła
-Tak chcę uciec - odpowiedziałem pewny siebie
-Aha. No to ci powiem coś. Pani Zofia właśnie cię szuka a pan Marek jedzie zobaczyć czy nie ma cię w lesie. Aga i Kasia szukają na polanach a wszystkie źrebaki chodzą tu i tam. Ja cię znalazłam i teraz tam przyprowadzę! - powiedziała i popatrzyła chytrze na moją ''obrożę'' na karku. Wzięła mnie za sznurek zębami i ciągnęła do stajni. Była silniejsza. Kiedy w końcu dotarliśmy do stajni pani Zofia, pan Marek i ich dzieci podleciały do nas i przytuliły mnie.
-Och Turyn! Gdzie chciałeś uciec? - powiedziała pani Zofia
-Dziękuje Lajla - powiedziała tym razem do mnie pani Zofia i mnie uściskała.
Pani Zofia wstała i odeszła troszkę z panem Markiem.
-Myślisz że tak trzeba zrobić? - zapytała dla upewnienia pani Zofia
Nasz koński słuch pozwalał na usłyszenie tej rozmowy.
-Tak jestem pewien - potwierdził pan Marek
-Więc trzeba go sprzedać? - zapytała Zofia
-Tak,niestety. Tutaj się mu nudzi a my nie mamy czasu na zabawianie ich. Ale możemy sprzedać go osobie która jeździ u nas w szkółce - powiedział pan Marek
Aa więc mnie sprzedają....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz