-A gdzie byś chciał?- zapytałam Wezja.
-Nie wiem ty wybierz.
-Okej to może do lasu
-Okej mi..- Wezjowi przerwał stajenny który zaczął go gdzieś prowadzić mnie też zaraz wziął. Założył na nas siodła i jacyś ludzie na nas wsiadali. Okazało się ze jedziemy w teren. Jechaliśmy laskiem przeskakując kłody i złamane przez burze drzewa. Czułam się bardzo dobrze. Nagle wyjechaliśmy na jakąś polanę tam zaczęliśmy galopować i cwałować niekiedy. Biegałam jak szalona musiałam się w końcu wybiegać, przez długi czas siedziałam w boksie nic nie robiąc. Uwielbiałam jeździć w teren, wdychać to świeże powietrze i biegać! Gdy znowu wjechaliśmy do lasu zaczęliśmy kłusować pod górkę i potem cwałować z górki i przeskakiwać różne przeszkody na naszej drodze, było cudownie. Myślałam że cudowniej nie może być ale jednak się myliłam, zobaczyłam przed nami jeziorko. Pogalopowałam tam. Pierw było płytko ale potem zaczął zamaczać mi się grzbiet i człowiek który na mnie siedział zeskoczył z siodła i płynął koło mnie. Nagle się zatrzymał. Ja szłam cały czas dalej aż nagle pod moimi stopami zabrakło dna. Wróciłam do brzegu człowiek już tam był. I wsiadł na mnie. Pojechaliśmy dalej...
(Wezjo co było dalej?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz