Dzisiaj zawody. Skoki. Pani moja wierzy że wygramy. Ja też.
Tor skokowy prezentuje się wspaniale. Wysokie na 1.60 m przeszkody budzą mój zachwyt i determinację. Muszę wygrać te zawody. Nie mogę przynieść zawodu mojej pani. Jestem dokładnie wyczyszczony i wspaniale osiodłany. Moja srokata sierść błyszczy w słońcu a skórzane siodło jest podziwiane przez wszystkich. Słyszę jak wzywają nas na parkur:
-A teraz zobaczymy na parkurze wspaniałą parę która wygrała już sporo zawodów! Przed państwem.... Magda Daras i jej koń: Mistral!
Podnoszę głowę i pozwalam się wprowadzić na parkur mojej pani. Podciąga popręg i wsiada. Szturcha mnie lekko łydkami i ruszam. Z początku kłusuje ale w narożniku zaczynam galopować. Pierwszą przeszkodą do przeskoczenia jest drobny krzyżak 1.50 m. Przeskakuje go z łatwością i już patrzę na następną przeszkodę. Następna to 1.60 stacjonata. Skaczę i niestety lekko trafiam w tyczkę. Chwieje się ale nie spada a za to nie ma punktów karnych. Z ulgą przyglądam się jej i biegnę dalej. Następny to mały murek. Zaledwie 1.55 m! Łatwizna! Skaczę pewnie i nie strącam żadnej tyczki. Jeszcze jedna przeszkoda. Najwyższa. Ma 1.70 m. Biorę glęboki oddech i ruszam na nią w pełnym pędzie. Odbijam się do ziemi i szybuje wysoko w powietrzu. Po długim locie ląduje na ziemi. Publiczność zaczyna bić brawo i dobiega mnie krzyk:
-Magda Daras na Mistralu przejeżdża tor bezbłędnie w czasie 40 sekund i zdobywa tym samym pierwsze miejsce!
Wręczają nam nagrodę i wyprowadzają mnie z parkuru. Magda tuli mnie i mówi że jestem najwspanialszy na świecie.
Podchodzi do niej jakaś wysoka pani. Starsza od niej trochę może niewiele. Rozmawiają o mnie. Nadsłuchuje ale wyłapałem jedynie słowa: ''Sprzedałaby pani'' a potem wskazała na mnie. Moja pani kiwnęła głową i podała cena. Co??? Ja nie chce być sprzedany! Obca pani daje żądaną sumę i bierze mnie za uwiąz. Niechętnie idę cały czas rżąc. Ładuje mnie do przyczepy , zamyka rampę i rusza. Gdzie ja teraz jadę???
-Zatrzymaj się - rżę cały czas - Proszę ja nie chce nigdzie jechać - dodaje i kopie w drzwi.
Po paru godzinach dojeżdżamy. Wychodzę nieufnie stamtąd i patrzę się dookoła mnie. Tereny miejsca tego gdzie jestem są ładne. Gdy owa pani wyładowała mnie podszedł do niej jakiś pan:
-To jest ten nowy koń , tak? - spytał wskazując na mnie
-Tak. Nazywa się Mistral , to ogier pinto. Do skoków i westernu. - poinformowała go ta pani
-No no - był pod wrażeniem - Pinto! One są nieco charakterne , nie? - dodał patrząc jak szarpię się
- Tak. Żebyś wiedział jak kopał w czasie jazdy. Niczym jakiś dziki koń! - zaczęła się śmiać
Bardzo śmieszne. - myślę. Jeszcze wam pokażę....
Wypuszczają mnie na jakiś tam padok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz