czwartek, 1 sierpnia 2013

od Odessy - przełszość

 Przyszłam na świat w bardzo dobrej stadninie. Słyszałam dużo głosów innych koni. Widziałam też ludzi, którzy stali i z zaciekawieniem przyglądali mi się. Jeden z nich rzekł:
-Myślę, że imię Odessa będzie do niej pasować. Zwłaszcza pod kolor jej sierści.-inni ludzie pokiwali głową w i odeszli. Rżenia koni ucichły. Czułam jak mama mnie oblizuje, co było miłym uczuciem.
-Witaj kochanie na świecie.-przywitała mnie z uśmiechem mama. Przez 3 minutny starałam stanąć na własne nogi. I się udało! Tak się cieszyłam, że zaczęłam powoli stępować. Potem kłusować, ale się potknęłam i upadłam na ziemię. Mama się ze mnie śmiała, ale ja nie dałam za wygraną i znów się podniosłam. Tym razem natychmiast i znów próbowałam zakłusować i mi się udało. Ale niestety zachciało mi się spać. Ziewnęłam, położyłam się obok nóg mamy i zasnęłam.

~Następnego dnia~

Zostałam obudzona rżeniem mamy. Zostałyśmy wyprowadzone na pastwisko. Po przekroczeniu progu pierwszy raz ujrzałam światło dzienne. Bo u nas w boksie akurat okna nie ma.
Widziałam różne konie. Inne czarne, drugie brązowe, a jeszcze inne białe niczym śnieg. Nie widziałam innego konia podobnego do mnie. Zostałyśmy włożone do pierwszego lepszego pastwiska. Albo i nie, bo było na nim pełno innych klaczy ze źrebakami. Od razu podbiegły do mnie.
-Hej!-przywitał mnie brązowy źrebak z białą plamką na czole. Za nim stały inne i przyglądały mi się z zaciekawieniem jak ludzie w boksie.
-Eee...cześć.-odpowiedziałam nieśmiało.
-Jesteś pewnie nowa, bo jeszcze Cię nie widzieliśmy.-powiedział inny czarny jak ciemność źrebak. Ja popatrzyłam z niepewnością na mamę, która rozmawiała z innymi klaczami nie daleko i mi się przypatrywała.
-Yyy...tak, jestem tu nowa.-rzekłam nie pewnie.
-A jak Ci na imię?-spytał inny, tym razem w biało-brązowe łaty. Wyglądał jak krowa.
-Odessa.
-Ładnie! Też bym chciała takie mieć.-rzekł ten sam biało-brązowy.
-Ja jestem Kamis, ta biała to Darla, a biało-brązowa to Lufa. Lubisz się ścigać?-spytał Kamis. Nie byłam pewna czy chciałam, bo patrząc na moje nogi jak gałązki drzew, które się kołysały jakby je wiatr ruszał to wątpię.
-Wolę nie.-opdarłam.
-Spróbuj.-rzekła Lufa.
-No dobra. Ale tylko ten jedyny raz.-rzekłam. Bałam się, że podczas biegu się potknę i upadnę, no ale cóż. Ustawiliśmy się na starcie, gdzie miał miejsce, przy płocie. Meta była przy naszych mamach.
-Trzy...dwa...jeden.....START!-krzyknął Kamis, więc ruszyłam. Darla wraz z Lufą były pierwsze. Ja na szczęście druga, lecz Kamis mnie doganiał. Będąc nie daleko, przy mecie niestety Kamis mnie wyprzedził, więc byłam ostatnia. Wygrała jednak Lufa. Teraz wiedziałam, czemu ma tak na imię. Podeszłam do mamy by się napić.
-Mówi się trudno kochanie.-rzekła do mnie mama.-Nie jesteś chyba stworzona do wyścigów.-stwierdziła. I chyba miała racje. Dwa lata później dowiedziałam się, że moi rodzice byli championami w skokach i mi nie powiedzieli. A na dodatek moja mama została sprzedana do innej stadniny.
Może ja też jestem tak utalentowanym skoczkiem jak oni. I się nie myliłam. Podczas pierwszego parkuru ćwiczebnego poszło mi doskonale. W końcu się stało i wzięłam udział w moich pierwszych zawodach. Szło mi doskonale, ani jednego słupka nie strąciłam. Wygrałam swoje pierwsze zawody. Ale niestety był też minus tych zawodów. Zostałam od razu sprzedana. W następnych stadninach, których było dziesięć, wygrywałam po jednym zawodzie. I tak się stałam championem
A dalej to już wiecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz